![]() |
VOOZH | about |
Netflix szykuje cały zestaw głośnych seriali, ale największe emocje budzi „Korekty” z Meryl Streep.
Netflix przygotowuje treści różnej maści, ale wśród kilkudziesięciu czy kilkuset programów każdego miesiąca pojawiają się też te projekty z najwyższej półki. Takim bez wątpienia jest nowy serial z Maryl Streep o tytule "Korekty" - takim samym jak książka, na podstawie której powstanie.
Ekranizacja "Korekt" Jonathana Franzena to nie lada wyzwanie, bo ta książka od dawna uchodzi za wyjątkowo trudną do sfilmowania bez psucia jej głębi i świetnie zarysowanych postaci. Właśnie dlatego fakt, że w serialu zagra Meryl Streep, jest tak ważną wiadomością, a nie tylko kolejną informacją o nowej roli gwiazdy. Całość wyreżyseruje Cord Jefferson ("Sukcesja" czy "Amerykańska fikcja"), co tylko potwierdza, że mamy do czynienia z bardzo ambitnym i dopracowanym projektem, który ma być artystycznym wydarzeniem, a nie kolejnym masowym serialem zrobionym bez większego pomysłu tylko po to, by wypełnić ofertę platformy streamingowej.
Wybór tej konkretnej książki jasno pokazuje, że Netflix nie kupił do niej praw przez przypadek. "Korekty" to element większego planu platformy, która ostatnio bardzo mocno stawia na ambitne seriale mające zdobywać prestiżowe nagrody i wywoływać głośne dyskusje długo po premierze. Dla nas, czyli widzów, oznacza to przede wszystkim, że dostaniemy opowieść znacznie bardziej wymagającą i głębszą niż przeciętny hit jednego dnia czy weekendu.
W przypadku „Korekt” kluczowe jest połączenie rozpoznawalnego tytułu, silnej obsady i twórcy, który potrafi opowiadać o emocjach bez przesady i fajerwerków. Netflix od dawna szuka projektów, które pozwolą mu konkurować z dawnym prestiżem HBO, a właśnie takie tytuły mają budować wizerunek platformy jako miejsca nie tylko dla szybkich premier, ale też dla seriali z ambicją. Jeśli wszystko zagra, „Korekty” mogą stać się jedną z najgłośniejszych premier w segmencie dramatów premium i powalczyć o najważniejsze nagrody.
W tym samym zestawie Netflix ma także kilka mocnych projektów, których nie mogę się doczekać. "Rabbit, Rabbit" z Adamem Driverem jest już w produkcji i zapowiada się na napięty thriller o zakładnikach, w którym ważniejsza od samej akcji ma być psychologia sytuacji i relacje między bohaterami. "Enigma Variations" z Aaronem Taylor-Johnsonem również dostało zielone światło, a serial oparty na prozie André Acimana ma wejść do produkcji w 2026 roku po zmianie w obsadzie.
W planach są też "So Far Gone", "Black Hole" i "Weather Girl". Pierwszy z tych tytułów rozwija Mark Bomback i opowiada o dziennikarzu wracającym do działania, gdy znika jego córka, drugi adaptuje kultowe graficzne powieści Charlesa Burnsa i ma być jednym z bardziej ryzykownych, ale też najbardziej oryginalnych projektów Netflixa, a trzeci, z Julią McDermott, pochodzi z teatralnego materiału i zamiast efektów stawia na emocjonalny portret bohaterki.
Na tle tych projektów "Thumblite" wygląda dziś najmniej pewnie, choć budzi u mnie ogromne emocje. Serial z Rosamund Pike został oficjalnie zamówiony wcześniej jako korporacyjny thriller osadzony w świecie Doliny Krzemowej, ale później pojawiły się informacje o odejściu twórcy i showrunnera Scotta Z. Burnsa, który pozostał przy projekcie tylko jako producent wykonawczy. W dostępnych doniesieniach wskazywano, że na jego miejsce może wejść K.C. Perry, a sama produkcja została przesunięta.
Źródło: Deadline, Netflix.