VOOZH about

URL: https://wydarzenia.interia.pl/felietony/news-gdzie-sa-sojusznicy-o-granicach-potegi-usa,nId,22722327

⇱ Wojna w Iranie wymknęła się spod kontroli. Donald Trump grozi sojusznikom - Wydarzenia w INTERIA.PL




Donald Trump podniósł oczy znad ekranu. Klepnął się w czoło i przypomniał sobie o sojusznikach. Czas zwalić winę na kogoś za to, że wojna ciągnie się kolejny dzień. Za dużo kosztuje nas ta wojna z Iranem. Gdzie ta Francja? Gdzie się podziewa Wielka Brytania?! Wcale nie przychodzą nam z pomocą! Znów palce powędrowały do telefonu. Wezwał do pomocy Paryż, Londyn… Z rozpędu zaapelował nawet do Pekinu.



Stało się to wtedy, gdy kryzys wokół cieśniny Ormuz wymknął się Amerykanom spod kontroli. Wcześniej Trump sojuszników europejskich o planowanym ataku na Iran nie uprzedził. Nie skonsultował planów militarnych. Ani nie próbował budować wspólnej strategii dyplomatycznej. Problem powstał zatem jednostronnie - a teraz ma zostać rozwiązany wspólnie. Nic dziwnego, że reakcją wielu stolic są dziś raczej odmowy i dyplomatyczna mowa-trawa. Nikt w Europie nie pali się do wojny z Iranem, nawet Polska.

Trump próbuje reagować w swoim stylu: bez zastanowienia, spektakularnie i z rozmachem retorycznym. W wywiadzie dla "Financial Times" pojawiły się sygnały nacisku na państwa NATO. Trump sugeruje, że brak wsparcia dzisiaj może sojuszników wiele kosztować w przyszłości. Tyle że państwa europejskie oswoiły się z metodami nowej administracji USA. Czekają, aż opadnie kurz postów.

Dziś wszyscy wiedzą, że presja Trumpa wobec sojuszników okazuje się większa niż wobec przeciwników. Ale równie bezskuteczna. Skoro Waszyngton nie może łatwo zmusić wrogów do ustępstw, próbuje wymusić solidarność u przyjaciół. Od stycznia 2025 przyjaciele jednak nauczyli się udawać solidarność.



Wojna w Iranie. Granice potęgi USA


Kryzys wokół Ormuz zatem pokazuje coś znacznie poważniejszego niż tylko napięcie na jednym z najważniejszych szlaków energetycznych świata. Ujawnia on granice realnej potęgi Stanów Zjednoczonych. Trump zbiera dziś odmowy od sojuszników, ponieważ wcześniej ich po wielokroć lekceważył. Prezydent USA lekką ręką roztrwonił "soft power". Przekonanie o potędze amerykańskiej de facto gwarantowało pokój w wielu miejscach na świecie, z Europą włącznie.

Tymczasem "hard power" ma swoje granice. Militarna moc USA nie jest niewyczerpana i nie może wszystkiego. W praktyce zawsze tańsze jest utrzymywanie przekonania o własnej potędze niż udowodnienie na polu bitwy. Owszem, dekapitacja władzy w Wenezueli się powiodła. Podobny manewr w Teheranie jednak nie przyniósł oczekiwanych rezultatów.

Iran nie jest państwem pokonanym. Codziennie wojna z nim ujawnia głęboką asymetrię wydatków.

Zablokowanie cieśniny Ormuz pochłania o wiele mniej zasobów niż jej militarne odblokowanie. Przy tym religijny reżym ajatollahów fundamentalnie różnił się od reżymu w Wenezueli. Co więcej, dopiero co krwawo rozprawiono się z tysiącami protestujących Irańczyków. Wymordowano zwolenników zmian politycznych. Administracja USA poniekąd wpadła w pułapkę własnej pychy i ignorancji. Być może dla odwrócenia uwagi od porażki z Iranem Trump zajmie się rozprawą z reżymem na Kubie.



Zobacz również:


Niezamierzone skutki trumpizmu


Jednocześnie Trump zaprasza do współpracy Chiny. Geopolitycznie jest to ruch na granicy szaleństwa. Owszem, gdyby ten alians był realny, to potencjalnie spychałby Rosję na margines geopolityczny. Ale to są bajki z mediów społecznościowych. W obecnej sytuacji to właśnie Moskwa korzysta z wysokich cen gazu i ropy.

Xi ani Putin zresztą nigdzie się nie śpieszą. To Trump działa w cyklu demokratycznym USA - mimo wszystko - z presją czasu i opinii publicznej. Chiny i Rosja funkcjonują w logice systemu niedemokratycznego, bez ograniczeń kadencjami czy kampaniami wyborczymi. Poczekają, aż Trump popełni kolejne błędy i się zmęczy.

Dla Europy Wschodniej nie mniej ważne jest jeszcze jedno. Oto wojna w Ukrainie - z punktu widzenia Trumpa - każdego dnia coraz bardziej zaczyna się jawić jako wojna "dodatkowa", ta "druga". Zasoby militarne i humanitarne trzeba podzielić. Uwaga świata nie może ogniskować się wszędzie. I tu także widać granice potęgi amerykańskiej. W konsekwencji zygzaków trumpizmu bowiem po świecie rozchodzi się wyłącznie myśl: "licz na siebie". A gdy przyjdzie kryzys, nikt nie pali się, by przychodzić z pomocą. Warto, by i nasi politycy o tym pamiętali.



Jarosław Kuisz


PiS chce zmian w systemie ETS. Rzecznik rządu w ''Graffiti'': Śmieszy mnie mówienie teraz o jakimś stanowisku polityków PiSPolsat NewsPolsat News