VOOZH about

URL: https://wydarzenia.interia.pl/felietony/news-premiera-kandydata-czy-przemyslaw-czarnek-ocali-pis,nId,22616876

⇱ Przemysław Czarnek kandydatem na premiera. Czy ocali PiS? - Wydarzenia w INTERIA.PL




Właściwie największym zaskoczeniem było to, że decyzja prezesa Kaczyńskiego była tak niezaskakująca. Samo ogłoszenie Przemysława Czarnka kandydatem na premiera nie jest czymś ani rewolucyjnym, ani nie do przewidzenia. To jeden z czołowych polityków PiS i jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy, w dodatku dość często wymieniany w kontekście wysokich stanowisk. Był blisko kandydatury na prezydenta. Miał też być rozpatrywany na szefa kancelarii prezydenta Nawrockiego (dziś funkcję tę pełni Zbigniew Bogucki), ale zarazem miał chcieć też być wiceprezesem PiS, na co Jarosław Kaczyński miał nie przystać.



O byłym ministrze edukacji będzie teraz przez jakiś czas bardzo głośno i może liczyć na to, że przynajmniej wewnątrz nie będzie atakowany. Tylko czy bycie kandydatem na premiera zbliża do bycia premierem za dwa lata, o ile - co dyskusyjne - PiS utworzy koalicję? To już sprawa bardzo dyskusyjna.

Zobacz również:


Prezes z nimi pogadał


Historia najnowsza PiS, a także sytuacja PiS i w PiS wskazują, że Jarosław Kaczyński potrafi popełniać ogromną ilość mniejszych błędów. A zarazem choćby dwie ostatnie prezydentury pokazują, że potrafi podejmować genialne decyzje w sprawach kluczowych, także dla przetrwania jego obozu i dalszej walki o jego wizję państwa w ogóle. Czy więc popełnił właśnie błąd taktyczny, czy podjął genialną decyzję strategiczną? To się okaże.

Na razie na pewno jest kilka doraźnych sukcesów. Po pierwsze, uratowano partię i tu okazało się, że plotki o słabnącym z wiekiem autorytecie prezesa albo zdolnościach interpersonalnych były jak zawsze przesadzone. Rozmowa - przynajmniej na to wygląda -uśmierzyła frustracje byłego premiera. Mateusz Morawiecki - wedle mediów - miał mieć dosyć bycia workiem treningowym dla części PiS, która w dodatku zaczęła intensywnie podlizywać się elektoratowi Konfederacji i Brauna, odcinając się w gruncie rzeczy od paradygmatów własnej partii (np. wspieranie Ukrainy przeciwko Rosji). Jarosław Kaczyński zapewne musiał obiecać mu coś więcej, ale to pozostaje między nimi. Najlogiczniejsze byłoby wzmocnienie Morawieckiego w strukturach partyjnych, bo z jednej strony, innym trudniej byłoby go atakować, a z drugiej, jemu samemu uciec.



Ale prezes ewidentnie nie tylko tę rozmowę odbył. Wystarczyło zobaczyć Jacka Sasina, jednego z liderów przeciwnego obozu, w rozmowie z Markiem Tejchmanem w Polsacie. Były wicepremier bronił i polityki pandemicznej, i KPO, mówiąc krótko - przykładna lojalność wobec dawnego szefa. I zabawna w sumie lekcja polityki.

Oprócz ocalenia partii przed rozpadem Kaczyński uzyskał jeszcze jeden efekt. Media i internet zamiast o konflikcie w PiS będą spierać się o osobę Czarnka. A wszystko jest lepsze i mniej demobilizujące dla elektoratu niż wizja rozpadu partii. Taka partia to Titanic, z którego się ucieka, i doświadczał tego PiS w sondażach.

Pułapki i szanse Czarnka


A czy kandydat na premiera może być zadowolony? Na pewno przez chwilę tak, szczególnie że jest politykiem uwielbiającym flesze i kamery.

Przemysław Czarnek ma możliwość, by dogadać się z obydwoma zwaśnionymi grupami (zresztą jest ich więcej). Do "maślarzy" trafił głównie przez słynne zdjęcie, na którym też się znalazł, ale wcześniej kontaktów z drugą grupą nie unikał. Uchodzi raczej za ambitnego politycznego singla, mocno grającego na siebie i gotowego sprzymierzać się taktycznie z dowolnymi grupami w PiS. To akurat dobra rekomendacja.



Przemysław Czarnek lubi też ostrą retorykę, która punktuje w mediach społecznościowych i wśród "prawicowiejącego" polskiego elektoratu. Ale tu z kolei czai się pułapka.

Zwolennicy kandydatury Czarnka na premiera podnosili argument, że może on pozyskiwać elektorat Konfederacji. Badania temu zaprzeczyły. Dla "antysystemowych" wyborców Mentzena i Bosaka był on po prostu fragmentem rządzącego do niedawna establishmentu. Z kolei wyrazistość Czarnka, po części obliczona pod elektorat, po części wynikająca z jego charyzmy i poglądów, może zniechęcać część bardziej centrowego elektoratu. Tu docieramy do problemu, o którym niedawno, na łamach Interii, pisałem - problemu z tożsamością PiS, partii, która zwalczała przeciwników UE (spod znaku Giertycha), była za aktywną polityką powstrzymywania Rosji przez budowę aliansów w regionie, a odnawialnych źródeł energii nie traktowała jako zła z definicji. I która zamiast małpować prawicową konkurencję i zaprzeczać sobie, by przetrwać, musi dziś zbudować nową tożsamość, znaleźć swoje punkty oparcia, ważne dla całego elektoratu, takie, jakim dla formacji Tuska jest "rozliczenie", czyli dążenie do eliminacji PiS.



No i w końcu jeszcze jedna sprawa. Jest dyskusyjne, czy kandydat na premiera, będący kandydatem przez niemal dwa lata, będzie w wyniku tego fotelu premiera bliżej czy dalej. Okoliczności, układanki partyjne, możliwości koalicyjne, a i sympatie elektoratu mogą się zmieniać. Ale to dziś dla lidera PiS sprawa dość wtórna. Zapewne o wielu działaniach i ustaleniach, pewnie także tych kluczowych, nie wiemy. Ale po raz kolejny udało mu się ocalić swoją partię i trzeba przyznać jedno - nie ma tam nikogo innego, kto byłby w stanie to zrobić. Wręcz zrobił to wbrew autodestrukcyjnym działaniom wierchuszki partyjnej, pokazując po raz kolejny, że tak naprawdę PiS to on.

Wiktor Świetlik


Wydarzenia 24: Wewnętrzne konflikty w PiS, złośliwości i tajemniczy kandydat na premieraPolsat News