Wojna o zablokowane ślubowania nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego weszła w kolejną fazę. Karol Nawrocki przyjął je od dwóch osób - rekomendowanych przez Polskę 2050 i PSL. Pozostała czwórka trwa w zawieszeniu.
Koalicja powtarza po raz setny, że skorzysta z kolejnego planu "B". Trudno skądinąd zliczyć, ile tych planów "B" do tej pory było lub być miało - w związku z koniecznością systematycznego obchodzenia prezydenta.
Spór o sędziów TK. Prezydent ma prawo...
Wrzawę, że prezydent odmawia wykonania swojego konstytucyjnego obowiązku, podnoszą politycy koalicji, ale nie tylko oni. Prof. Marcin Matczak, prawnik i sympatyk tej koalicji, ale czasem mówiący własnymi słowami, żąda postawienia prezydenta przed Trybunałem Stanu (nie ma do tego skądinąd potrzebnej kwalifikowanej większości i pewnie nigdy nie będzie).
Zobacz również:
Matczak słusznie przypomina, że wybór sędziów TK jest wyłączną kompetencją Sejmu RP. Prezydent ani w tym procesie nie uczestniczy, ani nie ma prawa weta. Matczak mówi więc to samo co Donald Tusk i Waldemar Żurek:
Jednak ten sam prof. Matczak nie słyszy (lub udaje, że nie słyszy) kluczowego argumentu strony prezydenckiej: wcześniej takiego obowiązku nie wykonała zbiorowo większość parlamentarna. Przecież ustawa zasadnicza określa jasno długość kadencji sędziów Trybunału i nie przewiduje ich niewybierania, gdy starzy sędziowie te kadencje kończą. Skądinąd tym bardziej nie dopuszcza ignorowania orzeczeń TK z argumentem o wadliwości jego składu.
Jeśli posłowie, a w pewnych sytuacjach ministrowie, przyznali sami sobie prawo oceniania (nie)konstytucyjności składu Trybunału, to prezydent może sam sobie przyznać prawo do oceniania prawidłowości lub wadliwości wyboru sędziów tegoż Trybunału. Nie on zaczął tę licytację. Co więcej, jemu to prawo przysługuje jakby bardziej, bo jest nazwany w konstytucji jej "strażnikiem".
Każdy urzędnik powinien w zasadzie odmawiać udziału w aktach władzy, które uzna za nielegalne. Zauważmy, że wstrzymywanie się od roku 2024, a w dwóch przypadkach od 2025, z wyborem nowych sędziów, to była zapowiedź tricku. Obecna większość przesuwa niejako kadencje, bardzo długie - bo dziewięcioletnie - swoich nominatów, w czasie. Przez pierwsze lata własnych rządów faktycznie zlikwidowała Trybunał. A teraz próbuje go prawem kaduka wznowić pod własną kontrolą, którą mogłaby osiągnąć jesienią, na rok przed parlamentarnymi wyborami. Ponieważ może następnie te wybory przegrać, podkłada taki kłopot swoim następcom.
Zobacz również:
Wygrzebano orzeczenie TK z końca roku 2015, które określa prezydenta jako jedynie wykonawcę woli parlamentu w kwestii ślubowania. Ale nawet w tym tekście, przyjętym przez liberalno-lewicową większość prezesa Andrzeja Rzeplińskiego, jest mowa o tym, że w wyjątkowych sytuacjach prezydent może owego aktu odmówić. Wprawdzie zasada wyboru sędziego na 30 dni przed końcem kadencji jego poprzednika jest zapisana jedynie w regulaminie Sejmu. Ale teza, że wszystko odbyło się prawidłowo, to typowa propaganda tych, co są u władzy. Podchwytywana przez bliskie tej władzy media czy usłużnych prawników, ale mocno naciągana.
Trybunał Konstytucyjny. Ślubowanie przed kim?
Zarazem, przyjmując ślubowanie jedynie od pary wybranych prawników, strona prezydencka tłumaczy to z kolei cokolwiek nieprzejrzyście. Teoretycznie stało się tak dlatego, że dwa ostatnie wakaty w TK powstały już za kadencji Nawrockiego. Tyle że nie jest prawdą to, co twittują posłowie PiS, że w dwóch przypadkach jest zachowana ciągłość wymagana w sejmowym regulaminie. Nie, wszyscy sędziowie, także pan Szostek i pani Bentkowska zostali wybrani wiele miesięcy po powstaniu wakatów.
Dlaczego więc prezydent dopuścił się tych wyjątków? Najprostsza odpowiedź jest taka, że po tych ślubowaniach TK ma 11 sędziów (z 15), a tylu ich potrzeba do zebrania tak zwanego "pełnego składu". Może też Nawrocki liczy, że wykonując taki gest, mniej będzie zasługiwał na miano destruktora woli Sejmu. Zarazem w ten sposób częściowo osłabia swoją własną argumentację.
Co mógłby Karol Nawrocki zrobić dalej? Jesienią upływają kadencje dwóch sędziów "prawicowych". Wtedy w teorii można by przyjąć ślubowanie od dwóch kolejnych kandydatów koalicji wybranych teraz. Ciągłość byłaby niby zachowania. Tylko kogo wybrać z pozostałej czwórki? Mógłby też prezydent zażądać aby Sejm powtórzył głosowanie.
Piszę w "teorii", bo wydaje się, że Tusk, Żurek i Włodzimierz Czarzasty poprowadzą koalicję do kolejnego boju. Są dziś chyba gotowi do zorganizowania "zastępczego" ślubowania - przed marszałkiem, Zgromadzeniem Narodowym czy przed notariuszem. Możliwe, że towarzyszyć temu będzie siłowe zdobywanie siedziby TK, tak jak zdobywano gmachy TVP czy Prokuratury Krajowej. Trudno tu mówić o jakiejkolwiek powadze takich działań. Ale ona od dawna legła w gruzach.
To koniec Trybunału Konstytucyjnego
Warto tu politykom koalicji coś uświadomić. Otóż dziś protesty prawicy, że dzieje się coś nielegalnego, będą miały znaczenie tylko symboliczne. Ale jeśli jesienią tego roku koalicja zdobędzie większość w Trybunale, a w rok później prawicowa koalicja obejmie władzę, odegrany zostanie ten sam spektakl, który teraz zaserwowała Polakom ekipa Tuska. Orzeczenia znów nie będą ogłaszane, Trybunał ostatecznie stanie się atrapą.
Zobacz również:
W sumie składem TK manipulowały obie strony, ale obecna większość wybrała scenariusz ostatecznego ignorowania jakiejkolwiek prawnej logiki. No to w roli opozycji nie będzie miała z tego pożytku. Chyba, że wygra kolejne wybory. Ostatni sondaż IBRIS wykazuje, po osiągnięciu przez PSL pięcioprocentowej poprzeczki, idealną równowagę między stronami.
Właśnie ludowcy zapowiadają, że po świętach przedstawią swój plan rozwiązania kryzysu w TK. Jeśli zaproponują reset, czyli wybór całego Trybunału od nowa, to nic z tego nie wyniknie. Już o tym mówili. Wymagałoby to zmiany konstytucji, a tym nie są zainteresowane ani PiS ani KO.
Skądinąd prezydent Nawrocki wykonał inny ruch, mający dowieść jego umiejętności rozpychania się na scenie. To zorganizowanie spotkania z generalicją bez zgody Władysława Kosiniaka-Kamysza jako szefa MON. Jest to niezgodne z obyczajem, bo prezydent nie ma prawa wyznaczać wojskowym zadań. Ale samego spotykania się nie zabrania mu żaden przepis. Zgodnie ze swoją taktyką Kosiniak-Kamysz nie zabronił zresztą dowódcom - z szefem sztabu na czele - pójścia do prezydenckiego pałacu.
Jest to drobny triumf Nawrockiego, który ma ciągle pomysły na rozciąganie swojej władzy bez naruszania prawa. Ja bym jednak na miejscu jego doradców rozważył pewne taktyczne wyhamowanie. Z sondaży wynika, że jego weto w sprawie programu SAFE nie okazało się dla Polaków szczególnie czytelne. Teraz jest chyba jeszcze mniej zrozumiałe - w sytuacji, w której prezydent Donald Trump zaczął wieścić śmierć NATO.
Także w sprawie ślubowania sędziów większość uważa, że nie powinno się go blokować. Nie twierdzę, że przeciętny wyborca orientuje się w prawnym sporze, w którym Nawrocki ma więcej racji niż koalicja i Tusk. Ale ciągnięta w nieskończoność czysto negatywna aktywność Pałacu Prezydenckiego może wyborców zmęczyć lub znudzić (albo jedno i drugie). Czym zakończę, życząc czytelnikom wesołego Alleluja.
Piotr Zaremba
