Karol Nawrocki i otaczające go grono politycznych doradców, związanych z PiS, nie podjęli jeszcze decyzji, czy pozwolą na to, by nowo wybrani przez Sejm sędziowie Trybunału Konstytucyjnego złożyli ślubowanie - jak mówi ustawa - "wobec prezydenta".
Na razie słyszymy, że głowa państwa ma świadomość wyboru sędziów, ale wątpliwości budzi tryb, w jakim tego dokonano. Gdyby Nawrocki finalnie przyjął ślubowanie, okazja do kolejnej politycznej burdy w państwie frontowym w "czasach przedwojennych" zostałaby zduszona w zarodku.
Spór o TK. Prawda leży tam, gdzie leży
Gdyby jednak ośrodek prezydencki - posługując się rozmaitymi argumentami "swoich" konstytucjonalistów - postanowił również ten temat wykorzystać do rozgrywki z Donaldem Tuskiem, byłby to niezbity dowód, że część prawicy, stojącej dziś w blokach startowych do władzy, chce dojść do tego celu, poświęcając demokratyczne instytucje i przekreślając resztki szans na ich naprawę.
Zobacz również:
Pisząc, że opozycja ma "swoich" konstytucjonalistów, chcę pokazać, że również władza ma "swoich". I choć prawda leży tam, gdzie leży, czyli w konstytucji i ustawach, opinie i interpretacje prawników różnią się często diametralnie, więc politycy mają w czym wybierać.
Nie jest to jednak efekt jakiegoś merytorycznego pęknięcia i autentycznych trudności w rozumieniu przez wiele lat niebudzących wątpliwości przepisów, lecz wynik wieloletniej relatywizacji prawa, pogardy dla reguł, osłabiania umowy społecznej, igrania z wartościami, nakręcania polaryzacji.
Wina za to rozwibrowanie spoczywa na polityce i na politykach obecnej opozycji, którzy po przejęciu władzy w 2015 roku rozpoczęli świadomy, metodyczny i cyniczny demontaż Trybunału Konstytucyjnego z intencją trwałego zabetonowania swojej władzy.
Trybunał Konstytucyjny. Słabe alibi dla jazdy bez trzymanki
Oczywiście można dziś bez końca przypominać, że wszystko tak naprawdę rozpoczęła Platforma Obywatelska, która u schyłku swojej władzy w październiku 2015 roku wybrała nadmiarową liczbę sędziów. Wtedy Beata Szydło mówiła o wydarzeniu bez precedensu po 1989 roku i łamaniu zasad demokratycznego państwa prawa.
Tyle że ten fortel PO szybko został rozmontowany przez sam Trybunał Konstytucyjny, który 3 grudnia tego samego roku orzekł, że wybór tylko trzech z pięciu sędziów był legalny, a prezydent ma obowiązek przyjąć od nich ślubowanie.
Tego wyroku nie wykonała ani nowa wówczas władza Prawa i Sprawiedliwości, ani prezydent Andrzej Duda, a niemądrą gierkę PO potraktowano jako alibi dla antykonstytucyjnej jazdy bez trzymanki.
Zobacz również:
Efekty tego niszczenia państwa odczuwamy do dziś, gdyż Polska w zasadzie pozbawiona jest sądu konstytucyjnego. Przez dekadę prawnicy zdążyli podzielić się w ocenach, kto jest prawdziwym sędzią, a kto dublerem, które wyroki trzeba publikować, a które można ignorować, a także w jaki sposób odbudować z gruzów fundamentalną instytucję z punktu widzenia ustroju demokratycznego w Polsce.
O ile jednak sprawa Trybunału ożywia jeszcze gremia prawno-polityczne, o tyle nie budzi dziś niemal żadnych emocji społecznych.
Wykrzyczeć ślubowanie?
Trybunał stał się jak pachnący naftaliną płaszcz w starej szafie, który musi tam wisieć, jednak nikt nie chce go już nosić, więc pozwala się, by bezkarnie jadły go mole. A jeszcze dekadę temu był w centrum uwagi, zaś w jego obronie rozpętywały się akcje protestacyjne, które organizowane były w imię zasad i wartości.
W tym sensie to, co dziś dzieje się wokół Trybunału, obrazuje skalę upadku cywilizowanego państwa prawa oraz totalną erozję wrażliwości społecznej na kwestie symboliczne. I choć nawet prawicy "nasi" i "ich" zgadzają się, że według konstytucji sędziów Trybunału wybiera Sejm, a zgodnie z ustawą składają oni ślubowanie "wobec prezydenta", to już różnice zdań dotyczą wagi samego ślubowania. Jedni twierdzą, że jest ono niezbędne, inni wprost przeciwnie. Żyjemy w postpolitycznych czasach rozpadu fundamentów stabilnego państwa.
Zobacz również:
Mówiąc gorzkim żartem, można by sobie wyobrazić, że sześcioro nowych sędziów staje na Krakowskim Przedmieściu i wykrzykuje w stronę Pałacu Prezydenckiego treść ślubowania. Niewątpliwie byłoby to zrobione "wobec" głowy państwa. Można też sobie bez trudu wyobrazić, że Bogdan Święczkowski zamyka Trybunał na klucz i ignoruje wybór Sejmu, bo ma własną definicję słowa "wobec".
Spór o TK. Podpowiedź Krzysztofa Bosaka
Wicemarszałek Sejmu i jeden z liderów Konfederacji Krzysztof Bosak był początkowo sceptyczny, ale zmienił zdanie w tej sprawie i powiedział w Polsat News w "Punkcie widzenia Szubartowicza", że prezydent powinien przyjąć ślubowanie od wybranych sędziów, bo to wynika z przepisów.
Być może w ten sposób podpowiedział prezydentowi, że ten mógłby zachować się jak prawdziwy prawicowy konserwatysta, który - wedle tradycyjnej definicji - zawsze na pierwszym miejscu stawia szacunek dla instytucji i państwa prawa.
Przemysław Szubartowicz
