VOOZH about

URL: https://wydarzenia.interia.pl/felietony/news-jak-pis-i-ko-zabily-trybunal-konstytucyjny,nId,23188270

⇱ Spór o Trybunał Konstytucyjny. Karol Nawrocki i "diabelski wybór" - Wydarzenia w INTERIA.PL




Jeszcze grzmią echa wystrzałów w wojnie o SAFE, a szykuje nam się kolejny, atomowy konflikt - o ślubowanie sześciu nowych koalicyjnych sędziów Trybunału Konstytucyjnego.

Jest on opisywany powierzchownie, także przez same strony tego starcia. Polak ma prawo się pogubić.

Spór o TK. Spóźniony lament


Mamy zarazem, gubiąc się w prawnych szczegółach, poczucie, że zbliżamy się do stanu pełnej już destrukcji ważnej ustrojowej instytucji. Media bliskie rządzącej koalicji lamentują, że jeśli prezydent Karol Nawrocki zablokuje wybór nowych sędziów TK, Polska zostanie bez sądu orzekającego, co jest konstytucyjne, a co nie.



Dodałbym, że jako bodaj jedyny kraj Unii Europejskiej. I dodałbym coś jeszcze: to lament spóźniony. Przecież ta koalicja dopiero co nie uznawała wyroków Trybunału ogłaszając, że tak naprawdę go nie ma.

A jeśli koalicja przeprowadzi operację ślubowania nowych członków TK bez udziału prezydenta? Rację ma posłanka Partii Razem Marcelina Zawisza: do tej pory jedna strona nie uznawała Trybunału za istniejący. Teraz role się zmienią. Zacznie tak uważać prawica. Co dziś będzie miało znaczenie symboliczne. Ale jeśli prawica wygra w 2027 roku wybory, może robić to, co teraz obóz Donalda Tuska. Nie ogłaszać wyroków Trybunału i nie stosować się do nich. Udawać, że go nie ma.

Trybunał Konstytucyjny. Co może prezydent?


Zacznijmy od pytania, czy prezydent może nie przyjąć ślubowania od nowych sędziów? Ta zasada, że ślubują "wobec prezydenta" jest wpisana do ustawy o TK z 2016 roku. Była zresztą i w poprzednich ustawach. Prof. Ryszard Piotrowski ma rację: słownik języka polskiego precyzyjnie objaśnia: "wobec" oznacza "w obecności". Wszelkie ślubowania zastępcze to tylko sztuczki, łamanie prawa.



Ale zarazem czy nie ma słuszności zastęp prawników bliskich koalicji? Dowodzą oni, że gdyby odmowa przyjęcia ślubowania przez prezydenta oznaczała ich niedopuszczenie do TK, byłoby to sprzeczne z polskim ustrojem. Ani konstytucja ani ustawa o Trybunale nie przyznaje prezydentowi prawa niejako dodatkowego zatwierdzania tych wyborów. To wyłącznie domena Sejmu. To "przyjmowanie ślubowania" traktowano jako czynność techniczną, zarazem ceremonialną. Aż do teraz.

To słuszne uwagi, ale spróbuję komplikować dalej. Marszałek Włodzimierz Czarzasty skarży się, że prezydent nie może odmawiać ślubowania tylko dlatego, że nie lubi nowo wybranych. I znowu: Czarzasty ma rację. Tyle że na ile rozumiem wypowiedzi prezydenckich urzędników, Karol Nawrocki ma wątpliwości co do zgodności z prawem tych wyborów. A jest przecież strażnikiem konstytucji. Prawda, w ustawie o Trybunale nie ma mowy o prawie prezydenta do kontroli legalności tych wyborów. Można jednak przyjąć, że każdy urzędnik powinien odmawiać udziału w akcie bezprawnym. Każdy, a co dopiero "strażnik konstytucji".



Zobacz również:


Czyli uznaję prawo prezydenta do próby zablokowania nowych sędziów, którą koalicja zechce być może obchodzić: aktem ślubowania przed marszałkiem Czarzastym, Zgromadzeniem Narodowym czy u notariusza? Będę dalej komplikował. Prezydent razem z PiS ma mocne podstawy logiczne aby kwestionować to, co robi obecna koalicja ze składem Trybunału. Pytanie jednak, czy ma mocne podstawy prawne.

Ludzie prezydenta i politycy PiS dowodzą, że członków Trybunału powinno się wybierać zaraz po wygaśnięciu mandatu ich poprzedników. Tymczasem koalicja pierwsze wakaty tolerowała od roku 2024. Teraz zaś nagle wzięła się za ich zapełnianie. Wzięła się dopiero wtedy. kiedy ma szansę jeszcze w tym roku zdobyć w Trybunale większość. Kadencje sędziów TK są długie, dziewięcioletnie. Czekając z wyborami, w niektórych wypadkach aż półtora roku, partie centrolewicy przesunęły termin swojego wpływu na Trybunał. Jest przecież oczywiste, że ci sędziowie to sympatycy poglądów obozu Tuska, nawet jeśli żaden z nich nie jest politykiem.



Spór o TK. Historia upolityczniona


Od początku istnienia TK dbano o to, aby był on pluralistyczny. Stąd pomysł aby co trzy lata odnawiać tylko część jego składu. Taka rotacja dawała wpływ na jego skład różnym parlamentarnym większościom. Te wybory zawsze były politycznie. Wypomina się PiS-owi wprowadzenie do Trybunału posłów: Stanisława Piotrowicza i Krystynę Pawłowicz. To proszę policzyć posłów SLD i Unii Wolności, także ludzi związanych z PO, którzy byli wybierani do niego wcześniej. Stan równowagi miał być zagwarantowany nie tyle przez "odpolitycznienie", bo to mit, a przez sytuację, kiedy to spotykają się w Trybunale ludzie o różnych poglądach. Przechwycenie kontroli nad TK w ciągu jednego roku przez rządzących tę zasadę podważa.

Przyznajmy jednak, że podważył tę zasadę już PiS. W roku 2015 skorzystał, że PO w akcie zachłanności wybrała dwóch sędziów "na zapas", choć powinien ich wybierać następny, PiS-owski Sejm. To że nie dopuszczono ich do objęcia stanowisk było rzeczą słuszną. Ale przy okazji zablokowano wybór trzech innych sędziów, chyba jednak legalny. W ten sposób wprowadzono za jednym zamachem pięciu swoich ludzi. Zarazem powstał problem "dublerów", przyśpieszający przechwycenie Trybunału przez prawicę, ale używany do podważania jego legalności.



Zobacz również:


Początkowo podważano ją retorycznie, ale rząd Tuska ogłosił, że obecność "dublerów", a potem ich następców, bo ich już w TK nie ma, "infekuje" to ciało. Zrobił to bez jakiejkolwiek podstawy prawnej. Ani konstytucja ani ustawy nie przewidziały takiego sporu. Nota bene obecną koalicję ośmiesza także nagła zmiana tego stanowiska. To teraz Trybunał nie jest już "zainfekowany"? Przecież następcy "dublerów" wciąż w nim są.

Wojna i paraliż


To są jednak wszystko argumenty polityczno-zdroworozsądkowe. Niestety ani konstytucja ani ustawa o TK nie zapisała wprost owej zasady ciągłości. Nie nałożyła na Sejm obowiązku wyboru sędziego natychmiast, gdy wygasa kadencja jego poprzednika. Żąda się tylko aby każdy sędzia był wybrany oddzielnie, więc obecny Sejm przeprowadził sześć głosowań. Zasada wyboru "na zakładkę" jest obecna tylko w sejmowym regulaminie.

Dlatego i politycy PiS i urzędnicy prezydenckiej kancelarii odwołują się właśnie do naruszenia sejmowego regulaminu. A PiS dopuścił się na dokładkę rzeczy absolutnie nieczytelnej: zaskarżenia przepisów własnej ustawy o Trybunale aby te pośpieszne wybory udaremnić.



Oczywiście prezydent, broniąc zasady ciągłości sędziowskich kadencji, może się teoretycznie powołać na zasadę "demokratycznego państwa prawnego", zapisaną w artykule 2. konstytucji. Dawne Trybunały Konstytucyjne z tej formułki wyprowadzały rozmaite normy, od zakazu aborcji po odpowiedni skład komisji, przeprowadzających adwokackie egzaminy.

Czeka nas albo siłowe przejęcie Trybunału przez władzę po parodii ślubowania. W tym przypadku nowa prawicowa koalicja tego zapewne nie uzna. Albo trwały impas, z dziewięcioosobowym Trybunałem "PiS-owskim" czekającym na nową większość parlamentarną. Tylko że wtedy uzupełnianie składu Trybunału, zapełnianie wieloletnich wakatów, będzie jeszcze bardziej absurdalne.

Zobacz również:


Każda z tych wersji oznacza, że uznawany przez wszystkich Trybunał nie istnieje. Kuglowanie jego składem zaczął PiS, zresztą to za jego czasów, choć tylko przez moment, rząd nie publikował jego orzeczeń. Obecna koalicja poszła dalej, bawiąc się wyborczymi terminami i najpierw go bojkotując, a potem nagle zdejmując bojkot samą tylko wolą premiera Tuska i ministra Waldemara Żurka.



Prezydent Nawrocki stanął w tej chwili przed iście diabelskim wyborem. Jeśli ślubowania przyjmie, utoruje obecnej koalicji drogę do przejęcia Trybunału na lata. Na jesieni wybierze ona dwóch kolejnych swoich kandydatów i będzie miała ośmioosobową większość. Jeśli w 2027 roku rządy obejmie prawica, będzie miała z takim Trybunałem bardzo duży kłopot.

Jeśli jednak ślubowań nie przyjmie, wywoła międzypartyjną wojnę, która w ten czy inny sposób będzie gwoździem do trumny Trybunału. Pracowały na taki efekt obie największe partie: raz to PO-KO, a raz PiS próbowały dokonywać partyjnego skoku na tę instytucję. Kończy się to ogólną kompromitacją. Nie widzę jednak, aby ktokolwiek się tego wstydził.

Piotr Zaremba


Nowacka w ''Graffiti'' o 3 proc. podwyżce dla nauczycieli: Wyrównanie inflacyjne i też to sobie trzeba jasno powiedziećPolsat NewsPolsat News