Konrad Szymański po utracie władzy przez PiS nie przeszedł na stronę zwycięzców, jak to się w Polsce często zdarza politykom przegrywających formacji.
Zachowywał lojalne milczenie na temat błędów popełnionych przez własny obóz. Stronił od mediów. Czasem publikował na łamach "Rzeczpospolitej" kompetentne analizy dotyczące polityki międzynarodowej i europejskiej.
Jednak po prezydenckim wecie w sprawie SAFE poczuł się zmuszony do zabrania głosu. A jego tekst (opublikowany w "Rzeczpospolitej") jest zupełnie niezwykły w całej debacie wokół SAFE - wyjątkowo "bańkowej", prymitywnie obsługującej zbiorowe emocje, ale także konkretne indywidualne interesy ludzi, którzy swoje własne kariery i losy związali albo z Unią Europejską, albo z Donaldem Trumpem.
Weto Kaczyńskiego
Wetując SAFE, prezydent Karol Nawrocki okazał się notariuszem Kaczyńskiego. Praktyczny antyunijny gest prezydenta "wymyślonego przez Kaczyńskiego i wspieranego przez PiS", przelicytowujący "puste gadanie Mentzena czy Brauna", był prezesowi Prawa i Sprawiedliwości potrzebny, aby powstrzymać odpływ eurosceptycznych wyborców prawicy do Konfederacji i Brauna.
Zobacz również:
Coraz bardziej radykalny i "sprawczy" eurosceptycyzm jest też Kaczyńskiemu potrzebny, aby skleić powyborczą koalicję z Konfederacją i Braunem. Stanie się ona nie tylko dopuszczalna, ale wręcz konieczna jako "obrona polskiej suwerenności zagrożonej przez Brukselę i Berlin".
Symbolami tej antyunijnej koalicji mają być prezydent Nawrocki i premier Czarnek, ale jej faktycznym patronem chce pozostać Kaczyński.
W ten jednak sposób spór o polską obecność w UE staje się główną osią naszego wewnętrznego politycznego konfliktu. Donald Tusk może uważać, że daje mu to przewagę, ponieważ większość Polaków wciąż chce naszego pozostania w Unii. Ale przeciwnicy brexitu też mieli przewagę na początku referendalnej kampanii, która miała wyprowadzić Wielką Brytanię z UE.
Zobacz również:
W Polsce Unia Europejska (podobnie jak USA i Trump) dawno już została wciągnięta i zmielona przez naszą wewnętrzną wirówkę nonsensu, gdzie zamiast myślenia o państwie liczą się ideologie (również te najbardziej paranoidalne), a także najbardziej cynicznie rozumiane interesy osobiste.
W tej polskiej wirówce nonsensu już dawno nauczyliśmy się, że powołując się na Unię albo atakując Unię, zdobywa się albo traci władzę. A wraz ze zdobyciem lub utratą władzy także ludzie wspierający jeden czy drugi obóz zyskują lub tracą stanowiska w ministerstwach, spółkach skarbu państwa, ambasadach, mediach.
Dlatego dyskusja wokół SAFE była tak przewidywalna. W głosach zwolenników prawicy powracał argument, że "pieniądze z SAFE, poprzez swoją warunkowość, zacementują polską scenę polityczną" (a zatem "zacementują" sytuację, w której to oni nie mają dziś dostępu do publicznych stanowisk i publicznych pieniędzy).
Z kolei zwolennicy SAFE - i szerzej, UE - zapominali o własnych błędach polegających na nadużywaniu i zużywaniu Unii jako argumentu w polskich sporach obyczajowych i politycznych.
Zobacz również:
Słuchając prawicowych zwolenników weta, można było zapomnieć, że Polska jest dziś w sytuacji, w której na Wschodzie mamy bardzo przewidywalnego przeciwnika w postaci Władimira Putina, podczas gdy na Zachodzie mamy nieprzewidywalnego i kapryśnego Donalda Trumpa.
W tej sytuacji wyciąganie Polski z Unii (a do tego sprowadza się próba zablokowania w Polsce najmniej "lewackiej" ze wszystkich unijnych polityk, czyli polityki obronnej) jest samobójstwem.
SAFE i dwa mity prawicy
W tak ustawionej debacie tekst Konrada Szymańskiego jest głosem wyjątkowym. Szymański obala dwa mity prawicy.
Pierwszy z nich głosi, że Kaczyński miał prawo zmusić Nawrockiego do zawetowania SAFE, ponieważ ciążyła nad nim "antyunijna trauma" spowodowana "zablokowaniem przez Unię pieniędzy z KPO dla rządu Zjednoczonej Prawicy, co przełożyło się na utratę władzy przez PiS".
W przeciwieństwie do wielu publicystów reprodukujących ten mit Szymański jest kompetentny. On był w centrum sporu o KPO, to on wraz z byłym premierem Morawieckim wynegocjował te pieniądze dla rządu Zjednoczonej Prawicy i on obserwował, jak obóz Zjednoczonej Prawicy ten sukces zmarnował.
Pisze zupełnie jednoznacznie:
Drugi prawicowy mit głosi, że prezydenckie weto zostało "sprowokowane przez Tuska" i wcale nie oznacza polexitowego ryzyka, przynajmniej ze strony PiS.
Szymański pisze:
Szymański przywołuje analogię brexitu, który społecznie, gospodarczo i politycznie zniszczył Wielką Brytanią, ale najbardziej uderzył w brytyjskich konserwatystów. Pisze:
Warto powtórzyć raz jeszcze, nie są to głosy skruszonego prawicowca nawróconego na ideologiczny euroentuzjazm. Szymański równie szczegółowo opisuje błędy zarówno Unii (jej paternalizm wobec "słabszych" państw, jej ideologiczne błędy w polityce klimatycznej, imigracyjnej, obyczajowej), jak też części jej polskich zwolenników, którzy uważali, że Bruksela załatwi "siłowo" sprawy, do których oni nie potrafili przekonać polskich wyborców.
Jednak wśród wielu głosów ludzi obsługujących własne interesy tekst Konrada Szymańskiego jest jednym z nielicznych, które starają się zdefiniować i bronić interes polskiego państwa.
Cezary Michalski
