VOOZH about

URL: https://wydarzenia.interia.pl/felietony/news-trump-po-wyroku-sadu-najwyzszego-w-sprawie-cel-stal-sie-kula,nId,22603774

⇱ Donald Trump. Sąd Najwyższy wyrzucił cła do kosza. Cezary Michalski - komentarz - Wydarzenia w INTERIA.PL




Wcześniej była seria wyborów uzupełniających, prawie za każdym razem kończących się porażką kandydatów Partii Republikańskiej wspieranych przez Trumpa.

I to także w miejscach, gdzie wcześniej republikanie (tak jak w Teksasie) wygrywali nieprzerwanie od kilkudziesięciu lat, albo gdzie Trump miał dwucyfrową przewagę nad kandydatką demokratów w ostatnich wyborach prezydenckich.

Wojna o cła wciąż się toczy


Sąd Najwyższy zagłosował przeciwko cłom Trumpa przewagą 6-3, a więc głosami zarówno "liberalnych", jak też części "konserwatywnych" sędziów, w tym sędziów wybranych przez Donalda Trumpa.



Oznacza to, że wątpliwości wobec metody politycznej prezydenta są coraz mocniej wyrażane przez ludzi i środowiska o poglądach konserwatywnych. Podobnym policzkiem dla Trumpa były niedawne głosowania w Kongresie. Gdzie np. mniejszościowi demokraci wraz ze wsparciem grupy kongresmenów republikańskich wpisali do ustawy o budżecie Pentagonu na rok 2026 - wbrew publicznie wyrażonej woli Trumpa - 400 milionów dolarów bezpośredniej pomocy dla Ukrainy.

Podobne głosowanie (demokratów wraz z grupą republikanów) pozwoliło uchwalić stanowisko Kongresu przeciwne kolejnym celnym uderzeniom w Kanadę.

Zobacz również:


Odpowiedzią prezydenta na decyzję sędziów było "podniesienie ceł na cały świat". Najpierw o 10, a godzinę później o 15 procent (czyli do maksymalnego pułapu, na który pozwala regulacja prawna, do której Trump się tym razem odwołał).

Te kolejne chaotyczne decyzje miały przywrócić przekonanie, że "sprawczość" Trumpa wcale się nie skończyła i że prezydent nadal "wszystko może".

W rzeczywistości nowe cła zostały wprowadzone w oparciu o prawo dające możliwość egzekwowania takiej decyzji jedynie przez 150 dni (później musi potwierdzić ją Kongres, co w sytuacji zniechęcenia coraz większej grupy republikanów do Trumpa jest mało prawdopodobne).



Co jednak najważniejsze, widowiskowe ogłoszenie "ceł dla całego świata" jest absurdalnym uderzeniem na ślepo, we wszystkie kraje, począwszy od sojuszników Ameryki i Trumpa, skończywszy na jego wrogach i krajach, które pragnąłby swoją polityką celną dyscyplinować.

Uderzenie "po równo" we wszystkie kraje świata sprawia, że Chiny, Iran, Rosja... znalazły się w relatywnie lepszej sytuacji niż Europa, Kanada czy nawet Argentyna (i parę innych krajów wskazanych przez Trumpa jako sojusznicy).

O ile bowiem "wrogowie" otrzymali prezent w postaci realnej lub relatywnej obniżki ceł, to "przyjaciele" zostali uderzeni ich podniesieniem. Po wyroku Sądu Najwyższego Trump stracił swoją główną broń "bullyingu" i zastraszania.

Zalety i ryzyka osłabienia Trumpa


To pasmo porażek sprawia, że republikanie coraz bardziej obawiają się wyniku jesiennych "wyborów połówkowych" do Kongresu. Ich najgorszy dla Trumpa wynik (utrata przez republikanów większości w obu izbach Kongresu) uczyniłby z obecnego prezydenta "kulawą kaczkę" (polityka bezsilnego, zmierzającego nieubłaganie w stronę końca) na resztę jego kadencji.



Mając przewagę w obu izbach demokraci mogliby nie tylko rozpocząć proces impeachmentu (nie mając szansy na faktyczne pozbawienie Trumpa urzędu, co wymaga 2/3 przewagi głosów w Senacie, jednak przedstawiając opinii publicznej wszystkie fakty uderzające w wizerunek prezydenta), ale także blokować działania Trumpa na poziomie decyzji ustawodawczych czy budżetowych.

Trump stałby się w dodatku "kulawą kaczką" nie tylko w polityce wewnętrznej, ale także światowej.

Zalety wynikające z takiej sytuacji są oczywiste. Trump zajmuje się dzisiaj (z niezłymi skutkami) niszczeniem atlantyckiej wspólnoty, uderzaniem w Kanadę, uderzaniem w Unię Europejską, a także wymuszaniem na Zełeńskim faktycznej kapitulacji wobec Putina, w wymiarze, który może zagrozić samemu przetrwaniu suwerennego ukraińskiego państwa. Jako "kulawa kaczka" utraciłby zdolności szkodzenia na wszystkich tych frontach.

Jednak istnieją również poważne ryzyka osłabienia Trumpa. Prezydent uwikłany w bardzo ostry konflikt z Kongresem przez dwa ostatnie lata swojej kadencji to osłabienie Ameryki i jeszcze większa pustka w samym centrum tego, co przez ostatnie dekady zwykliśmy nazywać "światowym porządkiem".



Nie tylko Unia Europejska będzie mogła odetchnąć, jeszcze bardziej z kryzysu władzy w Ameryce ucieszą się Chiny, Iran, cała nowa "oś zła". Może tylko Rosja, która słusznie uważa Trumpa w Białym Domu za swój polityczny atut, uznałaby jego osłabienie (szczególnie na poziomie szantażowania Zełeńskiego wycofaniem amerykańskiego poparcia) za własną porażkę.

Gra na "przeczekanie Trumpa"


Na razie "na przeczekanie Trumpa" gra Unia Europejska (grzeczność Ursuli von der Leyen przy jednoczesnej próbie uprawiania polityki sprzecznej z oczekiwaniami Trumpa). Podobnie zachowuje się Zełeński (mający już alternatywę dla "łaski lub niełaski Trumpa" w postaci ogromnej finansowej i militarnej pomocy ze strony UE).

Próba "przeczekania Trumpa" jest jednocześnie czekaniem na wielką niewiadomą. Rewolucja populistyczna na demokratycznym Zachodzie trwa. Antyliberalna lewica, antyliberalna prawica i mocno pracujące na rzecz osłabienia zachodnich instytucji potęgi zewnętrzne (Rosja i Chiny) nigdzie nie zabierają swoich "rewolucyjnych zabawek" (antyliberalnej agendy ideologicznej, niszczącej Zachód wojny kulturowej, trollingu i dezinformacji).



Zobacz również:


Większość zachodnich przeciwników Trumpa "czekających na jego upadek" sama jest bardzo osłabiona. Czołowi liderzy proukraińskiej "koalicji chętnych" (Starmer i Macron) są politycznymi trupami we własnych krajach, wobec własnej opinii publicznej, we własnej polityce wewnętrznej.

Osłabienie, a następnie odejście Trumpa nie rozwiąże żadnego z tych problemów, jednak nawet Vance jako ewentualny następca Trumpa musiałby bardziej liczyć się z Partią Republikańską, a politycy w rodzaju Rubio byliby po Trumpie prawdziwym wytchnieniem dla demokratycznego, atlantyckiego Zachodu.

Republikański słoń a sprawa polska


Jak się ma republikański słoń (tak przy okazji, słoń jest symbolem Partii Republikańskiej) do sprawy polskiej?

Jesteśmy właśnie w apogeum naszej własnej politycznej głupoty. Trump jest rozgrywany w naszej polityce wewnętrznej albo jako symbol prawicowości (przez Nawrockiego, PiS i Konfederację), albo jako symbol radykalnej antyprawicowości (przez Włodzimierza Czarzastego, choć zarówno Tusk jak też Sikorski zachowują w tej sprawie większą powściągliwość).



Już stawianie przez polską prawicę na "wszechpotężnego Trumpa" łączyło się z pewnym ryzykiem. Stawianie przez nią na Trumpa słabnącego, jednak skłonnego do jeszcze bardziej histerycznych i nieprzewidywalnych zachowań, byłoby poważnym błędem. Wciąganie polskiej polityki do wojny pomiędzy Trumpem i Unią Europejską (na przykład przy okazji sporu o SAFE) byłoby błędem kardynalnym.

Większość Zachodu (a nawet znaczna część republikanów) zaczęła już grać na "przeczekanie Trumpa". Choćby z nadzieją na mniej toksyczny dla Ameryki i świata model polityki prawicowej i konserwatywnej.

Będąc politykiem odpowiedzialnym za międzynarodowy wizerunek Polski, nie powinno się Trumpa atakować (dopóki jest prezydentem USA). Jeśli jednak prezydent Nawrocki i faktyczny lider polskiej prawicy Jarosław Kaczyński postanowią być "ostatnimi Trumpistami", nie pomoże to ani im, ani polskiej polityce.

Cezary Michalski


''Śniadanie Rymanowskiego''. Fogiel: Rząd wykorzystuje żołnierzy do budowania poparcia dla programu SAFEPolsat NewsPolsat News