VOOZH about

URL: https://wydarzenia.interia.pl/felietony/news-europa-nie-jest-niewiniatkiem-w-sprawie-nato,nId,23322571

⇱ USA grozi wyjściem z NATO. Rafał Woś: Zdziecinniała Europa - Wydarzenia w INTERIA.PL




Donald Trump powiedział, że mocno rozważa wycofanie się USA z NATO. A jego sekretarz stanu Marco Rubio wyjaśnił, że Ameryka jest bardzo rozczarowana postawą sojuszników w temacie Iranu. Chodzi głównie o to, że wcześniej Wielka Brytania czy Hiszpania nie zgodziły się na korzystanie przez USA z ich baz wojskowych w trakcie operacji "Epicka Furia".

Amerykanie uznali to za brak sojuszniczej solidarności. Zdaniem Waszyngtonu to kolejny dowód na to, że Europa postrzega Pakt Północnoatlantycki jako drogę jednokierunkową. Sami chętnie od prawie siedmiu dekad siedzą pod amerykańskim parasolem militarnym, ale gdy przychodzi do spełnienia amerykańskiej prośby o pomoc w cieśninie Ormuz, to odpowiedzią są tylko wykręty i wymówki.



Zobacz również:


Europa do Ameryki: Ratujcie. No to ratują


Nie chodzi oczywiście tylko o Iran. Generalnie jest tak, że dopóki istniały Związek Radziecki i Układ Warszawski dopóty kraje takie jak Niemcy, Wielka Brytania czy nawet Francja wiedziały, że Ameryce się nie odmawia. I kiedy na przykład 40 lat temu prezydent Reagan grzecznie poprosił o pomoc w znaczącej dewaluacji dolara, to Bonn, Londyn i Paryż równie grzecznie podpisały tzw. Porozumienie z hotelu Plaza, które było de facto przyrzeczeniem, że nie będą osłabiać marki, funta i franka wobec amerykańskiej waluty, przez co amerykańska produkcja będzie mogła złapać trochę oddechu.

Kosztem były oczywiście utracone korzyści po stronie gospodarek Niemiec, Wielkiej Brytanii i Francji, których eksport do Stanów się zmniejszył. Sojusznicy wiedzieli jednak, że lepiej spełnić tę prośbę i nie ryzykować pozostanie sam na sam z rosyjskim niedźwiedziem na jednym kontynencie.

Po upadku ZSRR to się jednak zmieniło. Jeszcze po 11 września 2001 roku Europa stanęła z USA. Potem dystans stale jednak rósł. Straszak zniknął a Europa weszła na drogę emancypacji wobec USA. Była to jednak emancypacja - by tak rzec - w bardzo europejskim stylu. Trochę przypominająca młodego dorosłego, który - choć czterdziecha na karku - ciągle mieszka jednak u rodziców na poddaszu, ani myśli dorzucać się do rachunków, a darmowy wikt i opierunek uważa za coś absolutnie oczywistego. Jednocześnie jest ów młodzian święcie przekonany, że skoro ma dowód osobisty to może nie słuchać próśb upierdliwego starego o pomoc w ogrodzie. A nawet sobie z niego drwić w żywe oczy.



Z Europą i Stanami jest podobnie. Ani Niemcy, ani Wielka Brytania, ani Francja, ani tym bardziej Unia Europejska jako całość, nie są w stanie stworzyć własnych zdolności obronnych. Zamiast czołgów, rakiet i pocisków mamy za to kolejne fazy strzelistych deklaracji i celów strategicznych. I jeszcze tylko 10-15 lat i stary kontynent będzie w stanie sam się bronić. W międzyczasie przychodzi wojna Rosji z Ukrainą i okazuje się, że Europa zwraca się do Ameryki z błagalnym wzrokiem "ratujcie". I Ameryka ratuje.

Druga strukturalna słabość to oczywiście kwestie energetyczne i surowcowe. Europa Zachodnia nie jest samowystarczalna ani pod jednym, ani pod drugim względem. Nigdy nie była. Ale ostatnie lata to wręcz epickich rozmiarów klęska modelu zielonej transformacji energetycznej opartej o OZE i gaz z Rosji. Zakończona totalnym uzależnieniem od Putina, oparciem zachodnich systemów energetycznych na niestabilnej energii odnawialnej i groźbą blackoutów oraz (ostatnio) natychmiastowego wzrostu cen paliw, gdy dochodzi do takich zdarzeń jak blokada cieśniny Ormuz.



Do tego dochodzi mniej znane (ale równie ekstremalne) uzależnienie Europy od importu takich surowców jak metale ziem rzadkich, które mają kluczowe znaczenie dla produkcji wszystkiego co ma przycisk "on/off". Jedna decyzja polityczna (np. w Pekinie) i europejska produkcja elektroniki wywraca się do góry brzuchem.

Trzeci wymiar słabości Europy to oczywiście infrastruktura informatyczna. Pod tym względem Europa jest totalnie uzależniona od Stanów Zjednoczonych oraz tamtejszych big-techów. A jedyną alternatywą jest pójście na cyfrową niewolę do nowego pana, czyli Chin.

Histeria europejskich elit. "Udają ofiary trumpowskich insynuacji"


Mając tak słabe karty, Europa zachowuje się jednak od lat jak rozkapryszony Piotruś Pan, który nie chce dorosnąć. Przez lata reakcją Ameryki było raczej ignorowanie Europy i przenoszenie uwagi na Bliski i Daleki Wschód. To jednak zmieniło się wraz w wejściem do gry Donalda Trumpa.

Już za pierwszej kadencji postanowił Europie nie odpuszczać. To on domagał się od nich zwiększenia wydatków wojskowych i bardziej równomiernego rozłożenia kosztów funkcjonowania NATO. Drugi Trump (od roku 2025) jest jeszcze ostrzejszy. On i jego ludzie regularnie mówią Europie, by się ogarnęła. I to otwartym tekstem.



Tak było rok temu, gdy w Monachium wiceprezydent J.D. Vance zarzucił rządzącemu Europą liberalnemu establishmentowi, że boi się własnych obywateli, wprowadza nowe formy cenzury zamaskowane jako walka z mityczną mową nienawiści i miesza się w procesy wyborcze w tych krajach, gdzie do władzy mogą dojść nielubiani przez liberałów populiści. Ten komunikat powtórzył w tym roku sekretarz Rubio w Monachium czy (na polu ekonomicznym) sekretarza handlu Howard Lutnick w Davos.

Reakcja liberalnego europejskiego establishmentu jest jednak zawsze taka sama. I w pełni mieści się w pojęciu "histeria".

Liberalni politycy i komentatorzy od Madrytu po Berlin odstawiają teatr, udając bogu ducha winne ofiary podłych trumpowskich insynuacji. Czy naprawdę w to wierzą, czy tylko udają, pozostaje sprawę wtórną i nie ma większego znaczenia. Sprawa Iranu jest więc tylko najnowszym rozdziałem tego dramatu. Dziś Trump twierdzi, że wcale nie chciał europejskiej pomocy i tylko testował sojuszników. I oni tego tekstu nie zdali. Dodał, że zawsze uważał NATO za papierowego tygrysa, a jego obawy się potwierdziły. "A tak przy okazji, to Putin też to wie" - rzucił złowieszczo.



Donald Trump grozi wyjściem z NATO. Dwa scenariusze


Dla nas cała ta sprawa jest oczywiście wyjątkowo niebezpieczna. Z jednej bowiem strony zarzut o jeździe na gapę w ramach NATO Polski nie dotyczy. O czym z resztą Trump też mówił, przeciwstawiając Polskę, Czechy czy Węgry tamtej zdegenerowanej Europie, której z Ameryką nie łączą już prawie żadne wspólne wartości. Z drugiej strony jest oczywiste, że jakakolwiek zmiana formuły funkcjonowania NATO niesie dla nas (kraju frontowego) największe geopolityczne ryzyko.

Co z tego wszystkiego będzie dalej? Scenariusze są niestety tylko dwa. Albo Europa dorośnie i stanie w prawdzie na temat swoich własnych słabości oraz uzależnień. A wtedy (może) przetrwa także NATO. Albo będzie dalej trwała w swoich fantazjach na temat samej siebie jako potęgi oraz świata, który jest wielkim placem zabaw. Aż w końcu przyjdzie z lasu zły wilk i rozszarpie ją na kawałki. A NATO jej nie obroni, bo NATO już wtedy nie będzie.

Rafał Woś


Kaczyński zawiesza swojego posła. Brejza: To efekt "Graffiti"Polsat NewsPolsat News