Rozmowy z 1 kwietnia, które miały być standardowymi negocjacjami dotyczącymi funduszu wynagrodzeń w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych (ZUS), przerodziły się w poważny konflikt. Przedstawiciele dwunastu organizacji związkowych odrzucili wstępne propozycje zarządu i powołali Międzyzakładowy Komitet Protestacyjno-Strajkowy. W oficjalnym stanowisku wskazali na brak przejrzystych danych finansowych oraz niewystarczający dialog ze strony pracodawcy - pisze "Fakt".
Związkowcy okupują centralę ZUS. "Siedzimy do skutku"
"Z uwagi na brak przedstawienia szczegółowego rozliczenia funduszu wynagrodzeń za 2025 r. przez Pracodawcę oraz wobec złożenia przez Pracodawcę oświadczenia, że nie jest w stanie rozpocząć negocjacji płacowych w oparciu o konkretne i wiarygodne dane, co oznacza nieposzanowanie strony społecznej oraz z uwagi na nieodpowiednią politykę kadrowo-płacową w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych został powołany Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjno-Strajkowy" - podkreślono w protokole.
Związkowcy zdecydowali się na okupację centrali i zapowiadają, że nie opuszczą budynku do czasu rozpoczęcia realnych negocjacji z udziałem przedstawiciela rządu. "Siedzimy do skutku - aż pojawi się ktoś z rządu. Czekamy na ministra finansów, który powie nam wprost, czy nie ma dla nas pieniędzy, czy jednak znajdą się środki" - mówią przedstawiciele związków.
Protest ma szerokie poparcie pracowników w całym kraju. W wielu oddziałach organizowane są akcje solidarnościowe, a w mediach społecznościowych publikowane są zdjęcia i relacje z lokalnych protestów. Związkowcy podkreślają, że to efekt "wielomiesięcznego ignorowania postulatów pracowniczych oraz braku rzeczywistego dialogu społecznego" i zapowiadają możliwość zaostrzenia działań.
Jednorazowa nagroda zamiast podwyżek. "Propozycja zbiła nas z nóg"
Głównym przedmiotem konfliktu pozostaje wysokość podwyżek. Związki zawodowe od miesięcy domagają się wzrostu wynagrodzeń o około 1200 zł brutto. Tymczasem zarząd zaproponował podwyżki w wysokości 180-200 zł brutto (dokładnie 284 zł z premią, dodatkiem stażowym i nagrodą).
W kolejnej rundzie rozmów pojawiła się nowa propozycja - jednorazowa nagroda w wysokości 2 tys. zł na etat, która miałaby zostać wypłacona w 2026 roku. Jednocześnie zarząd zapowiedział wystąpienie do resortów kierowanych przez Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk oraz Andrzeja Domańskiego o zgodę na zwiększenie funduszu wynagrodzeń. Na podwyżki w obecnym planie finansowym przewidziano 108,1 mln zł.
Związkowcy nie ukrywają rozczarowania. "Propozycja, którą usłyszeliśmy, zbiła nas z nóg" - podkreślają. Ich zdaniem 3-procentowy wzrost funduszu wynagrodzeń nie pozwoli osiągnąć postulowanego poziomu podwyżek, a oferowane kwoty są "rażąco niskie" wobec rosnących obowiązków pracowników.
Dodatkowym źródłem napięć jest planowane podniesienie wynagrodzeń lekarzy orzeczników nawet o 5-6 tys. zł miesięcznie. "W tej sytuacji propozycja 200 zł dla pozostałych pracowników jest nieakceptowalna. Po prostu nie da się tego zestawić" - wskazują przedstawiciele związków.
Mimo eskalacji protestu, ZUS zapewnia, że obsługa klientów odbywa się bez zakłóceń, a placówki funkcjonują normalnie. Związkowcy deklarują jednak, że nie zakończą okupacji, dopóki nie zostaną potraktowani poważnie i nie rozpoczną się realne rozmowy o wynagrodzeniach.
