VOOZH about

URL: https://wydarzenia.interia.pl/felietony/news-co-przyniesie-interwencja-usa-w-iranie,nId,22615290

⇱ Atak USA na Iran. Będzie jak w 1979 roku? Leszek Jażdżewski - komentarz - Wydarzenia w INTERIA.PL




Atak na Iran został przeprowadzony nie dlatego, że Iran stwarzał realne zagrożenie dla USA czy Izraela, ale dlatego, że okazał się tak słaby. Zmasowanie sił USA na Bliskim Wschodzie wielu uważało za strategię budowania nacisków na Iran w negocjacjach. Tymczasem to negocjacje były zasłoną dymną dla ataku.

Oman, który pośredniczył w negocjacjach, ogłosił, że Iran zrezygnował z programu nuklearnego - "teraz i na zawsze", że porozumienie było w zasadzie gotowe do podpisania. Izrael i USA uderzyły na Iran w środku rozmów, podobnie jak w czerwcu, kiedy okazało się, że Iran nie ma zdolności do realnej odpowiedzi na atak ani nawet nie kontroluje własnej przestrzeni powietrznej.



Izrael, który rozprawił się z Hezbollahem w Libanie i Hamasem w Strefie Gazy, uznał, że nigdy nie będzie już tak dobrej okazji do zniszczenia nuklearnego programu Iranu jak i jego konwencjonalnych sił zbrojnych.

Wtedy wydawało się, że Trump został w zasadzie zmuszony, żeby przyłączyć się do działań Tel Awiwu. Teraz administracja wysyła sprzeczne sygnały. Sekretarz stanu Marco Rubio przyznał, że to Izrael podjął decyzję o ataku, a USA postanowiły się do niego przyłączyć, chcąc ograniczyć zdolność Iranu do nieuniknionego odwetu.

Portal Axios twierdzi, że o momencie ataku przesądziła informacja wywiadowcza o zgromadzeniu przywódców Iranu w jednym miejscu, a sama operacja była planowana od dawna, równolegle z rozmowami dyplomatycznymi.

Atak USA na Iran wyzwaniem dla Europy


Dodatkowy kontekst stanowią brutalnie stłumione protesty, największe od rewolucji z 1979 roku. To głos desperacji, już nie tylko najbardziej postępowej części społeczeństwa, inteligencji i studentów, ale powszechny wybuch niezadowolenia wymierzony w reżim. Brutalna odpowiedź - mówi się o kilkunastu tysiącach ofiar i aresztowania na masową skalę - udowodniła po raz kolejny, że władza ajatollahów opiera się wyłącznie na przemocy i represjach.



Groźby Trumpa pod adresem Teheranu wielu Irańczyków przyjmowało z nadzieją. Ale nie należy utożsamiać interwencji w Iranie za humanitarną. Izrael traktuje irańską wewnętrzną opozycję jako jeszcze jeden środek do osłabienia reżimu. Trump może wzywać Gwardię Rewolucyjną do przyłączenia się do "czynników patriotycznych", ale nie ma to większego znaczenia.

Zobacz również:


Bombardowania i ofiary cywilne - w tym przeszło 150 dzieci ze szkoły w Minab w południowym Iranie, przerażająca tragedia, za którą prawdopodobnie nikt nigdy nie odpowie - odbierają poparcie tym, którzy wzywają do obalenia reżimu wspólnie z agresorami. Reżim może tracić kolejnych przywódców, ale nic nie wskazuje na to, żeby miał upaść.

Wydaje się zresztą, że nie to jest celem operacji. Trump powiedział w wywiadzie, że optymalnym rozwiązaniem byłaby druga Wenezuela - sytuacja, w której zastraszony nowy przywódca postępuje zgodnie z amerykańskimi interesami, a USA nie angażują się w żaden sposób w wewnętrzny ustrój autorytarnego państwa poza eksploatacją jego zasobów czy neutralizacją ewentualnych wrogich działań.



W przypadku Iranu nadzieją na zmianę byłyby jakieś zauważalne podziały wewnątrz reżimu, ale w sytuacji wojennej przy jednoczesnym informacyjnym blackoucie bardzo trudno jest w tej sprawie coś realnie przewidywać.

Interwencja USA okazała się również wyzwaniem dla sojuszników, którzy mogą liczyć co najwyżej na powiadomienie o jednostronnych działaniach amerykańskich, a w razie odmowy współpracy - jak Hiszpania - muszą liczyć się z brutalnymi retorsjami.

Europejczycy nie pierwszy raz są co najwyżej widzami w cudzym spektaklu, po raz kolejny przekonując się, że w nowych geopolitycznych realiach jedyna sensowna strategia, to budowanie własnych zdolności obronnych oraz stawianie na kontynentalną współpracę i strategiczną suwerenność.

Powrót do przeszłości?


Obce Trumpowi środowisko neokonserwatystów od lat postulowało uderzenie w Iran. W tej sprawie reprezentowali oni w istocie stanowisko Izraela. Lata lobbowania w Waszyngtonie nie przynosiły efektu.

Interwencja w Iraku, historycznym przeciwniku Iranu, z którym toczył krwawą wojnę w latach 80., tylko przyniosła wzmocnienie Teheranu i na lata osłabiło chęć USA do angażowania się w konflikty na Bliskim Wschodzie.



Donald Trump doszedł do władzy na sprzeciwie wobec polityki interwencjonizmu, która wobec ogromu ofiar i kosztów wojen w Afganistanie i Iraku straciła popularność również po stronie republikańskiej.

To patriotyczni i biedni wyborcy tracili życie na tej wojnie. To ich potrzeby były spychane na drugi plan, kiedy USA toczyły bezsensowną wojnę z terrorem, próbując przez okupację stworzyć de facto nowe społeczeństwa i państwa w zupełnie obcym kulturowym kontekście.

Trump, rozpoczynając nową wojnę, nie tylko łamie prawo międzynarodowe jak i krajowe, ale zdradza fundamenty ideowe swojego ruchu. Stąd znaczące milczenie J.D. Vance'a, reprezentującego skoncentrowaną na sprawach krajowych nacjonalistyczną część MAGA. Gdyby koszty interwencji okazały się wysokie, republikanie zapłacą za nią wysoką polityczną cenę w listopadowych wyborach do Kongresu.

Reperkusje wojny dla USA nie są póki co fatalne. To raczej kraje Zatoki Perskiej, z tysiącami odwołanych lotów i niestabilnością giełd przeżywają problemy. Jeśli Trump szybko zakończy konflikt, być może uda mu się uniknąć negatywnych konsekwencji swoich decyzji. Nikt na świecie, z wyjątkiem paru dyktatorów, nie będzie płakał po Chameneim.



Jeśli jednak Iran stanie się polem wojny domowej jak wcześniej Syria, stwarzając zagrożenie terroryzmu i masowego uchodźstwa lub przeciwnie, reżim przetrwa, ale aktywnie będzie atakować wszelkie amerykańskie i sojusznicze cele na całym świecie zamiast dostosować się do oczekiwań Waszyngtonu, to wówczas Iran, podobnie jak w 1979 roku, okaże się politycznym grobem kolejnego prezydenta USA.

Leszek Jażdżewski


Iran odpowie zamachami? Siemoniak: Należy się z tym liczyćPolsat NewsPolsat News