Poparcie dla Unii w Polsce było i wciąż jest wysokie, ponieważ po zniknięciu LPR i przeflancowaniu się Romana Giertycha na zwolennika Donalda Tuska nie było w Polsce żadnej poważnej siły otwarcie kwestionującej wartość członkostwa Polski w Unii Europejskiej. Krytyka UE była warunkowa, a nie całkowita.
Od czasu gdy na scenie politycznej zakorzeniła się Konfederacja, to już nieaktualne. Konfederacja i jej sojusznicy (jak ostatnio Kanał Zero) intensywnie i skutecznie lansuje antyeuropejskie trendy w sieci.
Wprawdzie dociera głównie do młodych mężczyzn, ale jej obecność zaczęła wpływać także na inne grupy społeczne i przede wszystkim na postawę głównej partii prawicowej, czyli PiS, choć częściowo również KO. Przekazy w sieci podawane w sposób wyrazisty i kontrowersyjny rozchodzą się szeroko i tworzą dalszy popyt na treści antyeuropejskie.
Zobacz również:
Obiektywne korzyści z członkostwa są filtrowane przez pryzmat narracji politycznej. Jeśli partia, którą wyborca popiera i na którą głosuje, atakuje Unię Europejską, on idzie za jej przekazem. To liderzy polityczni rozpowszechniają poglądy społeczne, a nie tylko mierzą temperaturę "obiektywnych" emocji i potem odpowiadają na zapotrzebowanie.
Wraz z wysoką polaryzacją i wyścigiem na prawicy o palmę pierwszeństwa w eurosceptycyzmie - który budzi emocje i buduje wiarygodność w najtwardszym elektoracie - powstaje intensywny antyeuropejski resentyment.
Antyunijny wzrost w prounijnym kraju
Według ostatniego sondażu CBOS 38 proc. ankietowanych uważa, że członkostwo w UE nadmiernie ogranicza suwerenność Polski. 50 proc. uważa inaczej. To wskazówka, że jednoznaczny euroentuzjazm Polaków kruszeje.
Antyunijna emocja jest atrakcyjna. Bazuje na podstawowych wartościach: suwerenność, wolność, wartości chrześcijańskie, tradycja. Tymczasem emocja prounijna jest obroną status quo, kalkulująca, częściowa. Brak jej siły przekonywania. Poza grupami, które korzystają bezpośrednio na dopłatach jak rolnicy, ogromna część społeczeństwa odczuwa korzyści z członkostwa pośrednio lub zdążyła się do nich przyzwyczaić. Nawet politycy Koalicji Obywatelskiej częściej atakują PiS za domniemany lub prawdziwy kurs na polexit, niż mówią w sensowny sposób o wartościach z członkostwa w UE.
Unia przedstawiana jest w propagandzie PiS jako przedłużenie Niemiec. Tusk jest notorycznie atakowany jako de facto niemiecki namiestnik w Polsce. Obrzydliwe kwestionowanie polskości premiera Polski połączone jest z eksploatacją antyniemieckiej emocji, która jest umiejętnie podsycana mimo braku realnych istotnych konfliktów, szczególnie po reorientacji polityki zagranicznej Berlina w wyniku inwazji na Ukrainę w 2022 roku.
Zobacz również:
Paradoksalnie Unia Europejska w znacznej mierze odpowiada dziś na potrzeby eurosceptyków, opóźniając wiele procesów integracji, czy np. zieloną transformację. To tylko wzmaga ich zapał i intensyfikuje krytykę, pokazując, że nie chodzi tu o żadną reformę UE, ale zohydzenie jej w oczach opinii publicznej, co potem można przełożyć na poparcie społeczne wśród największych radykałów.
Postawienie na Karola Nawrockiego, który wygrał wybory prezydenckie, było pierwszym tak wyraźnym sygnałem, że kończy się polityka PiS balansująca między emocjami alt-rightu w stylu Marine Le Pen i tradycyjną polską prawicą, która mimo rozmaitych zastrzeżeń jednoznacznie sytuuje się po stronie Zachodu.
Pragmatyczny stosunek do Unii Europejskiej został zastąpiony przez otwartą niechęć. Karol Nawrocki poświęcił przemówienie 11 listopada zagorzałemu atakowi na Unię Europejską i tych, którzy ją popierają. To, że jest to wciąż ogromna część społeczeństwa, jakoś mu nie przeszkadzało.
Po stronie proeuropejskiej brakuje dobrej opowieści
Dziś nie ma realnej "kary" za antyeuropejską retorykę, ponieważ u władzy znajduje się opcja, która prowadzi rozsądną, nawet jeśli przesadnie ostrożną, politykę europejską, przez co opozycja może do woli szczuć na Unię, bez żadnych konsekwencji. Nawet program SAFE zostanie prawdopodobnie przez Polskę wykorzystany mimo ideologicznego weta Nawrockiego, które utrudni Polsce modernizację sił zbrojnych i inwestycje w nasz przemysł obronny.
Gdyby to PiS wraz z Konfederacją miał przejąć władzę, stawki konfliktu z Unią wzrosną. Pojawi się cena płacona za ideologiczny atak na instytucje Unii. Trzeba będzie wybierać: pragmatyczne korzyści z członkostwa czy izolacja i kolejne porażki, jak 27:1 przy wyborze Tuska na przewodniczącego rady europejskiej.
Każdy punkt zdobyty w starciu na prawicy o prymat w eurosceptycyzmie (tu widać logikę wystawienia Przemysława Czarnka) utrudni potem rządy partii, która miałaby wystawić premiera i wziąć odpowiedzialność za rządzenie, ponieważ znajdzie się w permanentnym konflikcie pomiędzy swoją ideologiczną bazą nakręconą na polexit a interesem narodowym oraz emocjami większości społeczeństwa.
Zobacz również:
Jednym z poważnych problemów naszej debaty jest jej niezrównoważenie. Ostrożny eurorealizm PO nie stanowi przeciwwagi dla otwartego eurosceptycyzmu prawicy. Widać to choćby po zajadłym sprzeciwie wobec jakiejkolwiek perspektywy wejścia do strefy euro - co dawałoby Polsce korzyści zarówno gospodarcze, jak i geopolityczne, nie mówiąc już o kilkudziesięciu miliardach euro rezerw NBP denominowanych w euro, realnych pieniędzy, a nie zysku księgowego jak "SAFE 0 proc.", które można by zainwestować w obronność, CPK czy program atomowy.
Brakuje europejskiego i nowoczesnego przekazu, który pokazywałby sensowność - dla Polski - przyspieszenia odchodzenia od węgla (który i tak kupujemy za granicą, kiedyś głównie w Rosji) i od paliw kopalnych, uzależniających nas od niestabilnych regionów świata. Przekazu, który budowałby na dumie narodowej i rozwoju polskiej gospodarki szanse ekspansji i wpływu na całą Unię Europejską. Przekazu dotyczącego Polski - już nie jako biednego odbiorcy pomocy, ale Polski, która przejmuje kolejne firmy w Niemczech i która sprzedaje swoje produkty na cały świat, korzystając z siły, jaką daje blok handlowy 27 bogatych państw.
Polska przypomina dziś Heweliusza płynącego z przechyłem 30 stopni na prawą burtę. Jeśli szybko nie wyprostuje kursu, zatonie w morzu antyeuropejskiego hejtu.
Leszek Jażdżewski
