VOOZH about

URL: https://wydarzenia.interia.pl/felietony/news-czy-unia-europejska-przetrwa-do-roku-2034,nId,23032242

⇱ Rafał Woś: Polexit jest realnym scenariuszem. UE nie przetrwa do roku 2034? - Wydarzenia w INTERIA.PL




W 1969 roku rosyjski pisarz i dysydent Andriej Amalrik napisał głośny tekst "Czy Związek Radziecki przetrwa do roku 1984?". Przewidywał w nim nieuchronny rozpad ZSRR. Amalrik trafił za ten tekst za kratki. A potem na emigrację, gdzie umarł.

Następne lata pokazały jednak, że pomylił się ledwie o… siedem lat. W 1991 Związku Radzieckiego już nie było.

Czy podobny scenariusz dla Unii Europejskiej jest tak zupełnie i kompletnie wykluczony? Czy wolno pytać dziś, czy Unia Europejska przetrwa do roku - powiedzmy - 2034?



Jeszcze 15-20 lat temu miażdżąca większość z nas uznałaby to pytanie za niewart refleksji bełkot. Unia Europejska początków XXI wieku, do której aspirowaliśmy, a potem wchodziliśmy, była przecież najzamożniejszym, najbezpieczniejszym i najlepszym miejscem do życia, jakie tylko można sobie na tym świecie wyobrazić.

A jak jest dziś?


Dziś jest już zupełnie inaczej. Bo Unia Europejska zaczęła się starzeć. A jej starość - jak to się czasem mówi - wyjątkowo Panu Bogu nie wyszła.

Wyliczmy tylko kilka najbardziej palących problemów.

  • Po pierwsze, realna przestępczość i brak poczucia bezpieczeństwa w miejscach publicznych to jest codzienność miast takich jak Berlin, Paryż, Wiedeń czy Bruksela.

To oczywisty efekt kilku dekad bezrefleksyjnej polityki przyjmowania migrantów i napawania się przez Europę poczuciem moralnej wyższości zwolenników otwartych granic.

  • Po drugie, od półtorej dekady rozwój ekonomiczny w krajach starej UE w zasadzie nie zachodzi. PKB per capita wielu krajów jest wręcz na poziomie niższym niż dekadę temu.


Kuleją inwestycje publiczne, infrastruktura drogowa czy miejska nie jest lat odnawiana, stare dobre zachodnie państwa dobrobytu zostały okrojone i nie gwarantują już socjalnego bezpieczeństwa nikomu, nierówności społeczne rosną, własne mieszkanie znajduje się poza zasięgiem ogromnej części młodych Europejczyków, droga energia dobija gospodarstwa domowe i biznes.

  • Po trzecie, genialny plan, by uczynić tzw. zieloną transformację ekonomiczną Wunderwaffe europejskiej gospodarki nie wypalił kompletnie.

Raz, że Chiny szybko wyprzedziły Europę na polach elektromobilności czy energetyki odnawialnej, oferując na dodatek produkt tańszy. A dwa, że forsowana koncepcja szybkiego wyjścia z paliw kopalnych przyniosła wzrost kosztów funkcjonowania europejskiego przemysłu, który z 25 proc. udziału w światowym przetwórstwie przemysłowym (rok 2008) zjechał do 15 proc. dziś.

Europa nie zgarnęła w tym wyścigu nawet symbolicznej nagrody "bohatera, który ocalił świat przed katastrofą klimatyczną". Bo, jak dobrze wiemy, same tylko Chiny emitują rocznie sześć razy więcej CO2 niż Europa razem wzięta.



  • Po czwarte, przecież wciąż pozostaje jeszcze ukryty problem w postaci nieprzemyślanej i nieudanej strefy euro, która cały czas rozsadza Europę od środka.

Dzieje się tak dlatego, że 21 państw UE ma wspólny bank centralny i wspólną politykę monetarną, która - przy tak ogromnych różnicach w poziomie dochodów i strukturze produkcji - z definicji nie może służyć dobrze nikomu.

Gospodarcza europułapka


W efekcie mamy klasyczną sytuację, w której fatalnie dobrane małżeństwo musi żyć pod jednym dachem co unieszczęśliwia wszystkich. Słabsi (południe Europy), trwając w euro, nie mogą ulżyć swoim producentom obniżeniem wartości waluty. To powoduje, że skazani są na zadłużeniu u silniejszych krajów euro (Niemcy). Ci silniejsi uważają słabszych za kule u nogi i stale dają im to odczuć.

Ale jednocześnie też nie mogą ich z euro wypuścić, bo nie będą mieli komu sprzedawać swoich produktów na tak korzystnych warunkach. Nie brzmi to wszystko jak przepis na "żyli długo i szczęśliwie", przyznajcie sami…

I wiedzą o tym chyba wszyscy wokoło. Wszyscy poza elitami dominującymi w aparacie UE oraz w kilku kluczowych stolicach z Niemcami i Francją na czele. Ich głównym zmartwieniem jest od lat utrzymanie się u władzy. Za wszelką cenę.



Temu celowi ma służyć pilnowanie, by nigdzie w Europie nie doszło do wyłomu w politycznym monopolu - który to monopol w ramach przemocy językowej nazwali "obozem demokratycznym". Ich faktyczne postępowanie z demokracją od dawna nie ma jednak wiele wspólnego.

Od lat mieszają się w wewnętrzne sprawy państwa członkowskich. Sankcjami politycznymi próbują niszczyć demokratyczne rządy (Węgry, Polska przed 2023 rokiem). Gdy idzie na wygraną nie tego, co trzeba, to takie zagrożenie jest po prostu dyskwalifikowane z wyścigu pod dętym jak balon pretekstem (Marine Le Pen we Francji).

Gdy wynik wyborów jest nie po ich myśli, naciskają na ich powtórzenie (Rumunia). Gdy zaś wygra ten, co trzeba, to (Polska po 2023) dostaje carte blanche na cięcie i gięcie ducha i litery konstytucyjnego ładu, jak mu się tylko podoba.

Gdy ktoś się establishmentowi UE nie podoba, to natychmiast i z definicji staje się "sojusznikiem Putina". I kto tak uznaje? Uznają tak ludzie, którzy sami się z Putinem jeszcze nie tak dawno temu miziali przy okazji układów gazowych.



Kurs na polexit?


Celowi ugruntowania władzy uwłaszczonego na Europie liberalnego establishmentu służyć ma oczywiście projekt stale pogłębiającej się eurointegracji. Euroelity już dawno zrozumiały, że nie zrobią tego traktatami. Teraz to się dzieje metodą faktów dokonanych. Poprzez odbieranie rządom państw narodowych prawa weta, stawianie się przez europejskie sądy ponad sądami (i konstytucjami) krajów członkowskich.

Albo tak jak ostatnio. Poprzez wspólne zaciąganie długów - na inwestycje, na zbrojenia, na energetykę - które to kredyty wydawane będą wedle wytycznych Brukseli. A nie krajów członkowskich, które tę pożyczkę spłacają. A jak się ktoś będzie stawiał, to się mu obiecane pieniądze wstrzyma. Kto ma pieniądz, ten ma władzę.

W tej sytuacji polska rozmowa o polexicie nie jest już tylko publicystyczną wprawką. Jeśli nie nastąpi jakiś rodzaj fundamentalnej zmiany kierunku europejskiej polityki, to polexit będzie… jedynym logicznym wyjściem z sytuacji.

Jeśli unijne elity liberalne nie podzielą się władzą i nie zrewidują prowadzonych przez siebie polityk - i to w sposób fundamentalny - to Unia Europejska stanie się w perspektywie paru lat politycznym potworem. Takim, z którego objęć trzeba będzie uciekać, zanim pociągnie nas ze sobą na samo dno.



Rafał Woś


Zandberg w ''Graffiti'': o systemie ETS: Jesteśmy krytyczni. Inna kraje w istnieniu tego systemu mają interesPolsat NewsPolsat News