VOOZH about

URL: https://wydarzenia.interia.pl/felietony/news-histeria-wobec-polskiego-safe-ujawnia-ogrom-ekonomicznej-ign,nId,22642123

⇱ Polski SAFE 0 proc. Rafał Woś: Histeria pokazuje ogrom ignorancji - Wydarzenia w INTERIA.PL




Zacznijmy od tego, że dziś - tydzień po zgłoszeniu przez prezydenta i prezesa NBP propozycji "polskiego SAFE" - wiemy na temat tego planu znacznie więcej, niż udało się ustalić przez wiele tygodni na temat szczegółów unijnej pożyczki SAFE.

Zysk, którego rząd nie chce zobaczyć


Polski SAFE jest na stole i nikt już chyba nie może udawać, że "planu nie ma". Bo jest i polega na tym, że prezes NBP proponuje władzy wykonawczej (prezydentowi i premierowi) użycie do prawie 200 miliardów złotych nadzwyczajnego zysku osiągniętego przez NBP w minionych latach w wyniku strategicznego zwiększania zasobów złota.



Ten zysk to efekt prowadzonej przez Glapińskiego od roku 2016 konsekwentnej polityki zwiększania polskich zasobów złota. Ze 100 ton wtedy do 570 ton dziś. Ponieważ w międzyczasie złoto bardzo mocno podrożało, to i wartość zasobów złota znajdujących się we władaniu NBP odpowiednio się zwiększyła.

Zobacz również:


Polski bank centralny może zostawić to tak, jak jest i tego zysku nigdy nie zrealizować. Ale może też zadziałać i przy pomocy dość prostych operacji przenieść zwyżkę wartości do szufladki z napisem "zysk NBP". I stamtąd przekazać rządowi na potrzeby obronne.

Użycie tego zysku jest - po pierwsze - absolutnie zgodne z prawem i nie wymaga żadnych zmian legislacyjnych. Mieści się bowiem całkowicie w kompetencjach banku centralnego, do których należy zarządzanie rezerwami walutowymi.

Po drugie, nie musi się wiązać z żadnym uszczupleniem tychże rezerw. A to dlatego, że bank, sprzedając dziś złoto po cenie wyższej niż cena zakupu, uzyskałby dolary, które też są częścią rezerw walutowych, więc nie następuje uszczuplenie zasobu rezerw (dolary wchodzą w miejsce złota). Do rządu zaś trafiłby jedynie zysk z różnicy między ceną zakupu a ceną sprzedaży kruszcu. Czyli właśnie ten zysk, którego dziś w ogóle nie widać i nie ma z niego żadnego pożytku.



Na dodatek kiedy dolary z zysku trafią do rządu, to rząd i tak przyniesie je (albo część z nich) potem do NBP celem wymiany na polskie złote. Więc cześć zysku wróci i tak do rezerw banku centralnego przy ulicy Świętokrzyskiej. A jeśli to ostatnie kogoś martwi (bo impuls inflacyjny), to spieszę donieść, że jeśli rząd pożyczy euro w ramach SAFE-UE, to też te euro będą musiały trafić do NBP i tamże w dokładnie taki sam sposób zostaną wymienione na polskie złote. I co? Tu już was impuls inflacyjny nie martwi?

I wreszcie po trzecie - takie działanie nie będzie ani kontrowersyjne, ani bezprecedensowe. Podobne operacje wykonywało w niedalekiej przeszłości wiele zachodnich krajów. Choćby z Niemcami na czele.

Zobacz również:


SAFE 0 proc. vs. SAFE-UE. Komu rywalizacja odebrała rozum


Uzyskane w ten sposób środki pozwoliłyby rządowi na rozbudowę zdolności obronnych Polski bez konieczności wchodzenia w ryzykowny politycznie i kosztowny program unijnego SAFE. I to na dodatek z mniejszym nawet impulsem inflacyjnym niż w przypadku pożyczki SAFE.

A jednak - ze słów prezesa NBP Adama Glapińskiego wynika, że rząd Donalda Tuska nie jest tym pomysłem zainteresowany. Przeciwnie, jest rozsierdzony tym, że ktoś ośmiela się proponować rozwiązania inne niż preferowany przez nich unijny SAFE.



Można by to oczywiście wszystko złożyć na karb politycznej rywalizacji, która odebrała Tuskowi i Czarzastemu rozum sprawiając, że wolą nie wziąć tych 200 mld byle tylko nie wyszło na to, że współpracują z "PiS-owskim prezydentem". Albo ze znienawidzonym "Glapą".

Ale problem - zdaje się - tkwi niestety głębiej. Polega na porażającej wręcz niekompetencji i ignorancji obecnej władzy. Tu nie chodzi o to, by premier Tusk czy jakikolwiek minister miał nagle zrobić doktorat z ekonomii i czytać Keynesa, Schumpetera (albo i choćby Glapińskiego) do poduszki.

Gdy silny złoty oznacza stratę


Niestety w tych ostatnich dniach można było odnieść wrażenie, że wielu kluczowych polityków czy ważnych postaci uśmiechniętych mediów nie ma zielonego pojęcia, czym jest bank centralny i jaką odgrywa rolę we współczesnej gospodarce. Gorzej - oni wcale nie zamierzają nic z tego zrozumieć. Bo tak im jest lepiej.

Nie próbują więc nawet zrozumieć, że bank centralny jest specyficzną instytucją. To nie jest taki ot, kolejny zwykły bank z dumnym dopiskiem "narodowy". To jest bank banków.



Pokażmy to na przykładzie zysku NBP lub jego braku. W przypadku banku centralnego zysk i strata nie mają nic wspólnego z dobrym czy złym zarządzeniem, poziomem wynagrodzeń menedżmenu czy liczbą udzielonych kredytów hipotecznych.

Zysk NBP zależy głównie od siły polskiej waluty. To znaczy: gdy złoty jest silny, to bank centralny notuje stratę. A gdy złoty jest słaby, to odwrotnie - NBP ma zysk. Ale przecież zysk czy strata to w ogóle nie są kategorie, którymi się instytucja taka jak NBP kieruje.

W efekcie gonienie za zyskiem czy chęć unikania straty NIE MOŻE być motywacją dla prowadzenia przez NBP polityki kursowej złotego. Gdyby decydował imperatyw zysku/straty, to by bank celowo dążył do osłabiania wartości złotego, czym wpychałby gospodarkę w inflację z powodu podrożenia cen towarów importowanych.

W prawdziwym życiu NBP (i każdy inny bank centralny świata) może dążyć do wzmocnienia lub osłabienia złotego, by realizować inne cele. Może nim być stabilność cen (podstawowy cel konstytucyjny). Ale także stabilność systemu finansowego czy rozwój gospodarczy kraju (cele w prawie niezapisane, ale także realizowane).



Ekonomia czy partyjna kalkulacja?


W ciągu minionych 20 lat rola banków centralnych w kapitalizmie bardzo urosła. Po kryzysie 2008 roku najpierw amerykański Fed, a potem także Europejski Bank Centralny zyskały rolę zwornika bezpieczeństwa całego systemu gospodarczego.

Dziś nowoczesne banki centralne (NBP także) biorą udział w dostarczaniu gospodarce impulsów rozwojowych, a jak trzeba, to i ratują przed kryzysem. Robią to przy pomocy konwencjonalnych (wysokość stopy procentowej), ale coraz częściej także niekonwencjonalnych narzędzi polityki pieniężnej (interwencje na rynku papierów dłużnych emitowanych przez instytucje publiczne). Taka jest rzeczywistość.

Stojący na czele NBP Adam Glapiński od dawna mówi, że jest nie tylko bankierem, ale przede wszystkim patriotą. I jako patriota bierze poważnie egzystencjalne geopolityczne zagrożenie polskiej niepodległości.

Pomysł polskiego SAFE wziął się właśnie stąd. I chyba tylko prawdziwy - że zacytuję premiera Tuska - "zakuty łeb" może udawać, że tego nie ma.

Kim są ludzie, którzy - jak marszałek Czarzasty - ostentacyjnie wsadzają projekt polskiego SAFE do zamrażarki sejmowej, bo nie pasuje do ich kalkulacji?



Na to niech każdy odpowie sobie samemu w cichości swojego serduszka.

Rafał Woś


"To wygląda jak kabaret". Wiceminister obrony o projekcie prezydentaPolsat NewsPolsat News