VOOZH about

URL: https://wydarzenia.interia.pl/felietony/news-donald-tusk-nie-ogarnia-finansow-i-to-niestety-widac,nId,23319601

⇱ Donald Tusk i deficyt budżetowy. Rafał Woś: Nie, nie bankrutujemy - Wydarzenia w INTERIA.PL




Uwaga. To nie będzie tekst o tym, że Polska Tuska bankrutuje. Bo Polska nie bankrutuje. To, że w budżecie na rok 2026 zapisany jest deficyt w wysokości 271 mld złotych nie jest żadnym dowodem na nadciągające bankructwo.

A to dlatego, że państwo to nie jest takie większe gospodarstwo domowe, które jak ma stale wydatki wyższe od dochodów, to musi pożyczać od lichwiarzy, żeby mieć na czynsz i jedzenie.



Państwo to nie jest też takie większe przedsiębiorstwo, którego celem jest generowanie zysku - czyli sytuacji, w której przychodów jest więcej niż kosztów.

Przeciwnie - gdyby państwo zachowywało się jak przedsiębiorstwo i generowało nadwyżkę za nadwyżką to by znaczyło, że nie inwestuje, nie oferuje swoim obywatelom żadnych usług publicznych, a jeszcze do tego łupi ich ponad miarę (podatki to najważniejsza pozycja po stronie budżetowych dochodów) i nie pozwija sektorowi prywatnemu się rozwijać.

Nadwyżka budżetowa byłaby dowodem głupoty


To, co widzimy jako budżet państwa, to jest rodzaj ekonomicznego bilansu politycznych decyzji. Każdy rząd musi podjąć kluczową decyzję, w czyim interesie właściwie rządzi.

I czy jest gotów dostarczyć pieniądze na przykład na prorównościowe programy społeczne czy usługi publiczne różnego rodzaju. Nawet kosztem deficytu.

Czy też nic go to nie obchodzi i chce mieć finanse publiczne, które będą się podobały rynkom finansowym albo Komisji Europejskiej (która deficytu nie lubi), a ludzie muszą sobie z tym jakoś poradzić.



Zobacz również:


Bo każde państwo (Polska też) mogłaby w jednej chwili zmienić deficyt w nadwyżkę. Na przykład poprzez ścięcie wydatków i podwyżkę podatków.

Byłoby to jednak niesamowicie głupie. Nie tylko politycznie, ale i ekonomicznie.

Taki kraj byłby fatalnym miejscem do życia i nieprzypadkowo wszystkie rozwinięte gospodarki świata przez większą część czasu notują deficyty finansów publicznych. Również po to, by obywatele nie musieli zadłużać się prywatnie. To są podstawy ekonomii.

Ale to nie jest również tak, że deficyt jest sam w sobie cnotą. On skądś się bierze. I coś nam mówi o kierunku polityki ekonomicznej władzy.

W wypadku Polski Tuska bierze się z trzech rzeczy. Po pierwsze z PiS-owskiej spuścizny. Po drugie z geopolitycznych konieczności. I po trzecie z ich własnej polityki, którą prowadzą już trzeci rok.

Ludzie Tuska lubią powtarzać, że w budżecie na rok 2024 dostali po rządzie Morawieckiego wysoki deficyt na poziomie 200 mld. A nie 85 mld jak rok wcześniej.

Do tego dochodzą wydatki na zbrojenia. W 2026 to 200 mld. Czyli dwa razy więcej niż w 2023.



Poprzednicy mieli lepiej?


Tłumaczenie wszystkiego decyzjami poprzedników oraz obiektywnymi koniecznościami geopolitycznymi to wygodny manewr ucieczkowy, który nie tłumaczy jednak wszystkiego.

Nie wyjaśnia na przykład, jakim cudem rząd Morawieckiego potrafił jednak przez całe dwie parlamentarne kadencje nie rozjechać wydatków i przychodów budżetowych tak mocno jak zrobili to Tusk z Domańskim.

Choć przecież PiS bynajmniej na wydatkach społecznych nie oszczędzał. Przeciwnie - uczynił z nich swój znak rozpoznawczy.

Zobacz również:


Także na polach innych wydatków publicznych (na przykład na służbę zdrowia) PiS-owcy krytykowani byli raczej za to, że… za wolno zwiększają nakłady. Na tym tle dzisiejsze chaotyczne zamykanie porodówek wydaje się ewidentnym regresem.

To nie jest też tak, że PiS-owcom przez całe osiem lat zawsze świeciło słoneczko. I dopiero Tuskowi zawiał geopolityczny wiatr w oczy.

Zwłaszcza lata 2020-24 to okres szczególny. Najpierw pandemia, potem kryzys energetyczny, no i oczywiście wojna na Ukrainie.

A jednak Morawieckiemu udało się stworzyć wrażenie, że rząd nie zawaha się pomagać zwykłym Polakom, gdy przyciśnie ich - na przykład - wzrost cen energii.



Z drugiej strony do końca nie było wrażenia, że finanse publiczne urwały się ze smyczy i nikt na tym nie panuje. Ktoś powie, że tam były w grze różne tricki i by-passy - ukrywanie wydatków w funduszach celowych etc.

Szczerze? I co z tego? Skoro działało, to przecież Tusk z Domańskim też mogli sięgnąć po takie rozwiązania, skoro to takie proste. Jakoś na innych polach purystami nie są. Skąd więc tutaj taka świętoszkowatość?

Jeszcze jedna zagwozdka


Nie trzeba mieć doktoratu z ekonomii, by wiedzieć, że skoro wpływy budżetowe pochodzą głównie z podatków, to znaczy, że są procykliczne.

Innymi słowy - jak jest dobra koniunktura i dobry wzrost PKB, to automatycznie rosną dochody budżetowe i maleją wydatki. A deficyt zmniejsza się automatycznie.

Ekipa Tuska lubi się chwalić dobrym wzrostem gospodarczym. Po 3-3,5 proc., odkąd są u władzy. To się jednak w żaden sposób nie przekłada na stan finansów publicznych.

W pierwszym roku rządów Tuska dochody budżetowe wręcz spadły (co tłumaczono reformą finansowania samorządu terytorialnego), a potem rosły mało przekonująco.



Zobacz również:


Fachowcy od podatków wskazują też na niepokojące zjawiska w postaci - na przykład - rosnącej luki VAT czy słabej dynamiki wpływów z CIT.

Do tego kwestia przywództwa. Premier Tusk nawet nie ukrywa, że on się na gospodarce nie zna - czasem tylko poda dalej (bez większego zrozumienia) ten czy ów wskaźnik ekonomiczny.

Pozostaje to w wielkim kontraście do jego poprzednika na tym stanowisku. Bo Mateusz Morawiecki akurat był premierem przede wszystkim ekonomicznym z tendencją wręcz do przedkładania tej części polityki ponad wszystko inne.

Tworzy to wszystko razem wrażenie braku dobrego zarządzania. Ten rząd nie ma wyraźnego kierunku polityki gospodarczej.

Na jednych polach leci PiS-em, na innych liczy na mannę na zastrzyki finansowe z zewnątrz (KPO, SAFE), które przy bliższej analizie okazują się raczej ryzykownymi instrumentami finansowymi o poważnych skutkach ubocznych.

Jeszcze na innych spuszcza powietrze z napompowanych za PiS-u ambicji i ściubi każdy grosz, podcinając rozwój i inwestycje w wielu dziedzinach.



Patrzę na to uważnie i nie wiem, dokąd ten okręt płynie. I chyba na mostku też tego nie wiedzą.

Rafał Woś


"Jest osoba, co do której nie ma pewności". Szczerba o obniżce cen paliwPolsat NewsPolsat News