Edward Ochab stanął na czele PZPR niedługo przed swoimi 50. urodzinami. Przed wojną pracował krótko jako buchalter, ale pod koniec lat 20. wstąpił do nielegalnej Komunistycznej Partii Polski i jako jej aktywny działacz większość kolejnej dekady spędził w więzieniu.
Pięciokrotnie aresztowany, łącznie przesiedział ponad sześć lat, co prawdopodobnie zresztą uratowało mu życie, gdyż w 1937 r. Stalin przystąpił do mordowania większości czołowych działaczy KPP, kolejno wzywanych na szkolenia lub konsultacje do Moskwy. Gdy po wybuchu wojny Ochab znalazł się na terenach okupacji sowieckiej polowanie na polskich komunistów było już skończone.
W tworzonych na polecenie Stalina od 1943 r. strukturach komunistycznej władzy, jakie miały zostać zainstalowane w Polsce, Ochab nie odgrywał początkowo istotniejszej roli. Został oficerem politycznym w dywizji kościuszkowskiej dowodzonej przez Zygmunta Berlinga. Jednak jego kariera uległa przyspieszeniu już w 1944 r., gdy został wiceministrem administracji w pierwszych komunistycznych rządach: najpierw w PKWN, a później w Rządzie Tymczasowym.
Po zakończeniu wojny zaczął pełnić coraz wyższe stanowiska w aparacie partyjnym, zostając m.in. I sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego w Katowicach, a w 1948 r. - w chwili narodzin PZPR - dostąpił zaszczytu wyboru na zastępcę członka Biura Politycznego, czyli najważniejszego organu kolegialnego w partii komunistycznej.
Zobacz również:
Zubastyj bolszewik
"U was jest charoszyj i zubastyj bolszewik, Ochab" - miał usłyszeć od Stalina na początku lat 50. Bolesław Bierut i od tego momentu trafił on do wąskiego kierownictwa partii komunistycznej. O ile zwrot "dobry bolszewik" jest jasny, to słowo "zubastyj" znaczy w rosyjskim dosłownie "silnie uzębiony", a w przenośni "przebojowy", "drapieżny".
Jednak w tym przypadku sowiecki dyktator kompletnie się pomylił. Ochab wprawdzie starał się prezentować jako pryncypialny i dogmatyczny komunista, ale po wspięciu się na szczyt hierarchii władzy szybko okazało się, że pozbawiony jest osobowości przywódczej.
Paradoksalnie kogoś takiego potrzebowało kierownictwo PZPR w marcu 1956 r., gdy z Moskwy nadeszła informacja o śmierci Bolesława Bieruta. Odejście "polskiego Stalina" przyśpieszyło ujawnienie narastających wewnątrz PZPR sprzeczności.
Ochab został wybrany na I sekretarza KC bez większych kontrowersji - był zgodnie z partyjną tradycją jedynym zgłoszonym kandydatem - ponieważ uznano go za kompromisowy wybór na okres przejściowy.
Jednak już podczas dyskusji nad zmianami w Sekretariacie KC PZPR doszło do ostrej polemiki wokół kandydatury Romana Zambrowskiego, którą niespodziewanie - wbrew ustalonemu zwyczajowi wyłącznego prawa Biura Politycznego do zgłaszania kandydatur - zaproponował jeden z członków KC.
W ten sposób, na posiedzeniu Komitetu Centralnego w marcu 1956 r. po raz pierwszy wyraźnie zarysował się w kierownictwie PZPR podział na dwie frakcje: natolińską i puławską.
Grupa natolińska (nazwa pochodziła od pałacyku URM w Natolinie, gdzie spotykali się jej czołowi przedstawiciele), która ostatecznie uniemożliwiła Zambrowskiemu wejście do Sekretariatu KC, uważana była za reprezentanta najbardziej dogmatycznej, proradzieckiej i antyreformatorskiej części aparatu partyjnego.
Do jej czołowych przedstawicieli zaliczano: Zenona Nowaka i Franciszka Jóźwiaka - członków Biura Politycznego a zarazem wicepremierów, Aleksandra Zawadzkiego - przewodniczącego Rady Państwa oraz sekretarza KC Franciszka Mazura. Za patrona natolińczyków uważany był powszechnie minister obrony narodowej marszałek Konstanty Rokossowski.
Grupa puławska - nazwana tak od budynku przy ul. Puławskiej, w którym mieszkało kilku jej reprezentantów - opowiadała się natomiast za reformami i liberalizacją, ale przy zachowaniu wszystkich podstawowych zasad systemu komunistycznego.
W jej szeregach znaleźli się zarówno dawni przywódcy stalinowskiego kierownictwa partii (m.in. członek Biura Politycznego Roman Zambrowski, I sekretarz KW PZPR w Warszawie Stefan Staszewski), którzy opowiadając się za zmianami, usiłowali uratować swoją pozycję polityczną, jak i młodsi, niedawno awansowani działacze partyjni (m.in. sekretarze KC PZPR Jerzy Morawski, Władysław Matwin, Jerzy Albrecht oraz przewodnicząca ZMP Helena Jaworska).
Zobacz również:
Przez kolejne miesiące Ochab próbował lawirować między oboma rosnącymi w siłę frakcjami, które naprzemiennie narzucały mu różne, wzajemnie sprzeczne decyzje. Natolińczycy, słabsi liczebnie, nieposiadający wpływów w środkach masowego przekazu i z oczywistych względów niemogący liczyć na szersze poparcie społeczne, zdecydowali się pozyskać jako sprzymierzeńca Władysława Gomułkę, którego popularność systematycznie rosła.
Pod ich wpływem w kwietniu Biuro Polityczne podjęło decyzję o rozpoczęciu z Gomułką rozmów. Ochab był temu niechętny, bowiem w 1948 i kolejnych latach gorliwie zwalczał odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne, o które Gomułkę oskarżono. Nie miał jednak dość odwagi, aby takich kontaktów zabronić.
Początkowo zresztą nie przyniosły one żadnych rezultatów, bowiem Gomułka domagał się uznania za błędne oskarżeń o odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne oraz przyznania mu prawa do wystąpienia na posiedzeniu KC PZPR.
Czerwiec i Październik
Spadek poziomu życia większości Polaków związany z błędami planu 6-letniego i ogromnymi wydatkami na zbrojenia, pogarszające się zaopatrzenie w podstawowe artykuły, wreszcie odczuwalne osłabienie ubeckiego terroru stworzyło mieszankę wybuchową, która eksplodowała 28 czerwca w Poznaniu.
Na wieść robotniczej demonstracji w Poznaniu Ochab zareagował wydaniem polecenia użycia wojska. Sam po latach mówił na ten temat następująco: "Rokossowski zaproponował, aby użyć oddziałów wojskowych przeciw uzbrojonym awanturnikom atakującym urzędy państwowe. I prosił, by mu zostawić wolną rękę, a on sprawę załatwi. Zgodziłem się, bo należało działać szybko (...) chyba niedobrze jednak Rokossowski załatwił, bo zebrał kilka dywizji i poszedł na Poznań. Za dużo tam wojska sprowadzono, za dużo. Trzeba było to załatwić spokojniej i szybciej".
W Poznaniu zabito tego dnia ponad 50 osób, kilkaset zostało rannych. Kierownictwo PZPR ogłosiło, że "wydarzenia poznańskie miały charakter wrogiej, antyludowej dywersji i prowokacji politycznej, zorganizowanej i kierowanej przez wrogi ośrodek".
Krwawe stłumienie robotniczej rewolty najmocniej obciążyło polityczną hipotekę Ochaba, który w kolejnych miesiącach bezradnie przyglądał się narastaniu fermentu. W lipcu, na kolejnym plenum KC PZPR, naciskany przez towarzyszy wydusił z siebie stwierdzenie, że należy dążyć, "by towarzysz Gomułka zajął stanowisko zgodne z polityką partii i wrócił do partii".
W efekcie na początku sierpnia oddano Gomułce legitymację partyjną, a już w dwa miesiące później na posiedzeniu Biura Politycznego zaczęto dyskutować o powierzeniu mu stanowiska... Ochaba, uznając to za sposób na złagodzenie coraz bardziej buntowniczych nastrojów społecznych.
"W ocenie wypadków poznańskich towarzysz Ochab też widział tylko wroga klasowego, a nie widział ciężkiej sytuacji, która wpłynęła na te wypadki poznańskie. My musimy zrozumieć, że ubiegłe lata z piętrzyły niezadowolenie mas robotniczych przeciw administracji i partii. Jeżeli tego nie zrozumiemy, nie pójdziemy prawidłową drogą" - krytykował I sekretarza na posiedzeniu Biura Aleksander Zawadzki.
Zobacz również:
W rezultacie 17 października Ochab zgodził się zrezygnować, a w dwa dni później jego miejsce zajął Gomułka.
Po latach sugerował, że jego rezygnacja zapobiegła sowieckiej interwencji zbrojnej: "Miałem do wyboru: albo postawić sprawę wyboru Gomułki na I sekretarza na forum Komitetu Centralnego i wystąpić przeciw, co by grało właściwie tak jakby pod hasła czy sugestie interwentów, albo podporządkować się większości Biura Politycznego (…) [Gdybym nie ustąpił] doszłoby do rozłamu w partii. A kiedy jest rozłam, to jest inna rozmowa (…) Interwencja. My jej uniknęliśmy. Uniknęliśmy najgorszego i mimo głębokiego kryzysu partia nie została rozbita".
Boczny tor
Wydaje się, że Ochab przeceniał swoją rolę w powstrzymaniu sowieckiej interwencji zbrojnej, która zresztą rozpoczęła się 19 października 1956 r. Jej celem było zapobieżenie powrotowi Gomułki do władzy, ale ostatecznie - pod presją maoistowskich Chin - sowiecki przywódca Nikita Chruszczow nakazał jadącym już na Warszawę kolumnom pancernym powrót do baz w Polsce zachodniej.
Gomułka mimo szczerej niechęci, jaką darzył Ochaba, nie zdecydował się na usunięcie go z kierownictwa PZPR. Przez niemal 12 kolejnych lat Ochab zasiadał w Biurze Politycznym, a pod koniec lat 50. był też przez pewien czas ministrem rolnictwa. Ponieważ jednak nie miał o tym najmniejszego pojęcia, Gomułka zrobił go wiceprzewodniczącym Rady Państwa, który to urząd zastępował w PRL zlikwidowanego prezydenta.
Była w tym pewna złośliwość, bo przewodniczącym Rady Państwa był wówczas Aleksander Zawadzki, czyli ten, który najostrzej Ochaba w 1956 r. atakował. Gdy jednak w 1964 r. Zawadzki umarł, Gomułka zgodził się, aby Ochab został kolejnym przewodniczącym Rady Państwa.
Kres jego karierze położyły dopiero dramatyczne wydarzenia marca 1968 r. Ochab, sam będący etnicznym Polakiem, ale żonaty z żydowską komunistką, z coraz większym niezadowoleniem obserwował narastanie w PZPR nurtu nacjonalistycznego, uosabianego przez coraz potężniejszego ministra spraw wewnętrznych Mieczysława Moczara i wspierającego go lidera Stowarzyszenia PAX Bolesława Piaseckiego.
Po wybuchu studenckich protestów zdecydował się na wystosowanie listu do kierownictwa PZPR w którym protestował przeciwko "kampanii antysemickiej organizowanej przez różne reakcyjne elementy, wczorajszych falangistów i ich dzisiejszych wysokich protektorów". W konsekwencji na początku kwietnia złożył rezygnację ze wszystkich zajmowanych stanowisk partyjnych i państwowych.
W latach 70., pod rządami Gierka, Ochab jeszcze kilkakrotnie próbował odegrać jakąś rolę, kierując do władz PZPR kolejne listy, ale nie miało to już istotniejszego znaczenia. Zmarł w 1989 r., dokładnie w dniu święta 1 maja, jak przystało na pryncypialnego komunistę, za jakiego do końca się uważał.
Antoni Dudek
