W trwającym sezonie byliśmy świadkami kilku sytuacji, w których piłkarze balansowali na granicy zawieszenia przez klub. Tą najgłośniejszą był rzecz jasna wybuch Viniciusa Juniora w El Clasico. Po meczu z Barceloną Brazylijczyk przeprosił i ostatecznie uniknął kary za swoje zachowanie.
Nie udało się to jednak Mohamedowi Salahowi. Egipcjanin w wywiadzie gorzkimi słowami skomentował swoją sytuację w Liverpoolu. Za to został skreślony z kadry przez Arne Slota na kolejny mecz. Podejście do tego typu sytuacji jak widać jest więc dwojakie. Podczas minionej przerwy reprezentacyjnej piłkarze znów dostarczyli argumentów.
Zaskakujące decyzje w Chelsea. Dwa różne podejścia
Jako pierwszy głos zabrał Rodri. Piłkarz Manchesteru City w samych superlatywach wypowiadał się o Realu Madryt. - Cóż... Real Madryt to zawsze Real Madryt. Nadchodzi w dobrym czy złym momencie, to zawsze Real Madryt. To klub, który zawsze mocno szanowałem. Mają kibiców, którzy się z nimi łączą. Dla mnie gra na Bernabeu zawsze jest niesamowita - powiedział Hiszpan.
Jego słowa były szeroko komentowane w Hiszpanii, ale potencjalne zainteresowanie transferem zdementował "AS". Zupełnie inaczej jest jednak w przypadku Enzo Fernandeza. Argentyńczyk również nie wprost przyznał, że gra w Realu jest dla niego bardzo atrakcyjną wizją przyszłości.
- Chciałbym mieszkać w Madrycie. To piękne miasto, przypomina mi Buenos Aires - powiedział w jednym z wywiadów. Te słowa spotkały się ze stanowczą reakcją Chelsea. Londyński klub zawiesił bowiem jednego ze swoich kapitanów. - Postanowiliśmy, że nie będzie on dostępny na jutrzejszy mecz ani na spotkanie z Manchesterem City - przekazał Liam Rosenior.
- To rozczarowujące, że się tak wypowiadał. Co do jego osoby i charakteru, nie mam wobec niego złych słów, ale uważam, że została przekroczona granica pod względem kultury klubu i tego, co chcemy zbudować. Dlatego musieliśmy podjąć kroki i taka jest nasza decyzja - dodał szkoleniowiec.
Ciekawy w tym wszystkim jest fakt, że w trakcie tejże przerwy gorąco zrobiło się także w Barcelonie za sprawą słów Marca Cucurelli. - To jasne, że jeśli nadejdą takie sytuacje (telefon z Barcelony przyp. red.), trudno będzie je odrzucić, ale musiałbym to rozważyć i porozmawiać z rodziną. Nie myślę o tym teraz; jeśli nadejdzie taka oferta, zobaczymy, jaką decyzję podejmiemy - przyznał Hiszpan.
- Była to świetna konwersacja wczoraj. Mam tylko jedno zastrzeżenie. Uważam, że to co powiedział w mediach, powinno najpierw paść z jego ust w naszym kierunku - moim lub dyrektorów sportowych. Jeśli takie są odczucia zawodnika, to chcemy się o nich dowiadywać pierwsi, a nie z mediów - przekazał Rosenior ws. Cucurelli.
Hiszpan nie został zawieszony przez Chelsea i będzie do dyspozycji trenera już na weekendowy mecz pucharowy z drużyną z niższej ligi. W tle zaś rozgrywa się batalia o przyszłość Alejandro Balde, który zdaje się budzić w Barcelonie coraz większe wątpliwości. Cucurella byłby bez wątpienia jego wymarzonym następcą.
