Oszuści wykorzystywali himalaistów aby wyłudzić odszkodowania od firm ubezpieczeniowych. Chętni do wejścia na Mount Everest byli potajemnie karmieni przez przewodników środkami wywołującymi rozstrój żołądka - lekami ale też proszkiem do pieczenia i nadmiarem wody. Wspinający interpretowali złe samopoczucie i biegunki jako objawy często występującej choroby wysokościowej.
Skandal pod Mount Everest. Podtruć i wyłudzić pieniądze
Pragnący wspiąć się na najwyższy szczyt świata skarżyli się na nudności, zawroty głowy i bóle ciała. Kiedy ich stan zdrowia nie pozwalał na dalszą wspinaczkę, namawiano ich na kosztowną akcję ratunkową i wzywano helikoptery, które transportowały chorych do szpitali - wyjaśnia The Kathmandu Post. Według policji, aby ubiegać się o odszkodowania od międzynarodowych towarzystw ubezpieczeniowych, firmy ratunkowe wykorzystywały fałszywe dokumenty medyczne.
Zobacz również:
Po przeprowadzeniu akcji ratunkowej na Everest, zawyżały koszty. Jeśli zabierano grupę chorych, naliczały opłaty od każdego z nich oddzielnie, jakby odbył samodzielny lot helikopterem. Aby zawyżyć roszczenia ubezpieczeniowe, fałszowały też zapisy lotów i dokumenty medyczne. Zamieszane w oszustwo szpitale sporządzały zaś fałszywe raporty z przyjęć i hospitalizacji.
Zdarzało się też, że inicjatorami oszustwa byli sami turyści, którym po ukończeniu wymagającej wspinaczki nie chciało się wracać pieszo z najwyższego szczytu świata - informuje gazeta w Katmandu. Sama wędrówka do bazy pod Everestem może zająć nawet dwa tygodnie - wyjaśnia. Dlatego schodzący z Mount Everest chętnie przystawali na wyjście proponowane przez przewodników - udawanie chorych i proszenie o transport helikopterem.
Oszukać ubezpieczycieli. I zgarnąć odszkodowanie
Za drogie akcje ratunkowe płacili himalaiści i ich ubezpieczyciele. Pieniędzy z polis, za ratowanie zagranicznych turystów, którzy rzekomo zachorowali podczas wędrówki, otrzymywali organizujący akcje. Zagraniczni ubezpieczyciele nie byli daleko i nie mogli zweryfikować zdarzeń. Firmy ratownicze w Nepalu nielegalnie zarobiły na procederze prawie 20 milionów dolarów - informuje policja. Roszczenia za jeden przelot sięgały 12 tys. dolarów.
Zobacz również:
Udowodniono ponad 300 sfingowanych akcji ratunkowych. Zdaniem służb ścigania, w oszustwo jest zamieszanych wiele osób - szerpów, właścicieli firm trekkingowych, operatorów helikopterów a nawet dyrektorów szpitali. Zarzuty postawiono 32 przewodnikom i dokonano 11 aresztowań - powiedział brytyjskiej gazecie The Independent rzecznik nepalskiej policji. Wśród zatrzymanych są m.in. dyrektorzy firm zajmujących się ratownictwem górskim w Nepalu.
Tamtejsze Centralne Biuro Śledcze (CIB) policji wydało komunikat, w którym stwierdziło, że "przestępstwa te podważyły dumę narodową, prestiż i godność Nepalu na arenie międzynarodowej". Skandal doprowadził do wzmocnienia kontroli agentów turystycznych i przewodników. Tegoroczny sezon wspinaczkowy rozpoczął się 30 marca.
Prowadzone śledztwo obejmuje trzy lata - od 2022 do 2025 r. The Kathmandu Post po raz pierwszy pisał o oszustwach związanych z fałszywymi akcjami ratunkowymi w 2018 roku.
