W czwartek Iga Świątek potwierdziła to, co od kilku dni wydawało się być najbardziej prawdopodobną opcją. Postawiła na hiszpańskiego trenera Francisco Roiga, który przez kilkanaście lat pracował z największym tenisowym idolem naszej tenisistki, czyli Rafaelem Nadalem. Sam "Król Paryża" już zdążył pokazać, że nie jest mu obojętny los "królowej paryskiej mączki", której pragnienie jest jedno: wygrzebać się z problemów, które od dłuższego czasu uniemożliwiają jej wygrywanie turniejów.
Iga Świątek trafiła idealnie? Woźniacki: To okaże się po grze na ziemi
Gdy jeszcze byliśmy na początkowym etapie giełdy nazwisk, tuż po tym, jak Świątek rozstała się z Wimem Fissettem, w rozmowie z Interią Piotr Woźniacki wskazywał, że w zaistniałych okolicznościach być może najlepsza opcja leży najbliższej. Osobiście uważał, że zasadny byłby powrót do opcji polskiej, wskazując wprost nieoczywistego kandydata, którym według niego mógł być Dawid Celt.
Jak zatem emerytowany szkoleniowiec, który przed laty był jednym z głównych architektów doprowadzenia córki Caroline do pierwszego miejsca rankingu WTA, patrzy na ten wybór sześciokrotnej triumfatorki turniejów Wielkiego Szlema?
- Ja myślę, że dla Igi to był wybór automatyczny. Dlaczego tak mówię? Ponieważ w akademii u Nadala była parę razy. Przynajmniej według tego, co mówiła, bo ja tego nie wiem, ale sami pisaliście, że była zadowolona, miała tam różne pozytywne impulsy i tak dalej. Więc poszła w tym kierunku. A co jej da konkretna współpraca, już na stałe, z byłym trenerem Nadala? - sam stawia pytanie pan Piotr, by momentalnie starać się poszukać odpowiedzi.
Zobacz również:
- Trudno mi powiedzieć. To człowiek na pewno doświadczony, który ma dużo wiedzy. Tylko, że to okaże się zaraz po grze na ziemi, bo na mączce Iga na pewno będzie dobrze grała, to bez dwóch zdań. Myślę, że jak wprowadzą sobie normalną atmosferę, a sądzę, że przynajmniej w tej chwili tam na Majorce taka będzie, to... Życzyłbym Idze, żeby to dało jej pożądany efekt - akcentuje.
Kluczowa jest odpowiedź na pytanie, jaki efekt jest w tym momencie najbardziej pożądany.
- Ja, szczerze mówiąc, nie widzę tutaj problemu szkoleniowego w sensie serwów, returnów czy przygotowania fizycznego. Tylko, jak sama Iga powiedziała, że czasami się, mówiąc żargonem, głowa gotuje i nie wiadomo jak sobie z tym dać radę. Mam nadzieję, że to wszystko, co będzie się działo na Majorce, pozwoli jej podejść do tego inaczej - zaznacza.
I niemałą nadzieję pokłada właśnie w tym, który jest dla Igi tenisowym wzorem do naśladowania, czyli 14-krotnym zwycięzcy Rolanda Garrosa i jednym z najwybitniejszych tenisistów wszech czasów, Rafaelu Nadalu.
- Słyszeliśmy od niej, że ma bardzo dobry kontrakt z Rafą. A to człowiek, który jest tam na miejscu i na pewno znajdzie dla niej czas. Rozmowy, nawet bez żadnego treningu z takim mistrzem jak Nadal, a myślę że takie sobie przeprowadzą zarówno koleżeńsko, jak również typowo związane z tenisem, też jej powinny dużo dać. Czasami jedno-dwa słowa zmieniają wszystko, tylko trzeba umieć słuchać - uważa Woźniacki.
Tuż przed ogłoszeniem decyzji przez Świątek, ciekawy wywiad ukazał się na sport.tvp.pl, przeprowadzony z Tonim Nadalem. To właśnie wujek Rafy, co do zasady, był najważniejszą postacią w teamie mistrza, a Francisco Roig pełnił rolę trenera współpracującego. Przytoczyłem Woźniackiemu trzy fragmenty tej rozmowy, w której były główny trener, mentor i "architekt" sukcesów Nadala tak wypowiedział się w kontekście Igi Świątek:
"Nie dość, że poza powrotem do swojej gry powinna też zrozumieć, dlaczego Sabalenka i Rybakina są od niej lepsze, to jeszcze dobrze by było, gdyby popracowała nad pewnością siebie. Na podstawie jej meczów można było zaobserwować, że trochę jej straciła. Dosłownie każdą piłkę chciała uderzyć za mocno. Przecież nie tak dawno znana była z tego, że niesamowicie panowała nad nią na korcie! Musi po prostu do tego wrócić".
W innym miejscu dodał: "Starałbym się też zbudować jej pewność siebie. Bez niej nie zostanie znów numerem jeden".
A w jeszcze innym: "Są tylko trzy rodzaje błędów, które się popełnia: techniczne, taktyczne lub emocjonalne".
Wydaje się, że wszystkie zmierzają do wspólnego mianownika. U Igi, jak się wydaje, ewidentnie ten emocjonalny zaczął brać górę, z czym zgadza się również Woźniacki.
"Z wszystkimi można wygrywać swoim sposobem wygrywania"
- Przynajmniej tak to wygląda, również z tego, co sama mówi. Przecież my tego nie wymyślamy, tylko wsłuchujemy się w to, co mówi ona, team, a więc są to refleksje po konkretnych wypowiedziach. Ja także zgadzam z tą wypowiedzią - mówi. A następnie rozmówca Interii podzielił się swoją obszerną optyką na to, co według niego byłoby najskuteczniejsze, aby gwiazda byłej najlepszej rakiety świata znów zaświeciła pełnym blaskiem.
- Najważniejsze jest zrozumieć, że wszystkich meczów i tak się nie wygra. Trzeba sobie z tego zdać sprawę. Iga powinna sobie sama popatrzeć w lusterko i powiedzieć: "tak, wszystkich meczów nie wygram, ale staram się grać wszystkie mecze do końca, to co umiem". Nie wzorując się na Sabalence czy Rybakinie, bo przecież to są dwie różne dziewczyny. One mają coś innego, Iga ma co innego. Myślę, że z wszystkimi można wygrywać swoim sposobem wygrywania. Ona to kiedyś pokazywała i dalej to ma. Uważam, że to byłby największy błąd, gdyby trener, ona sama, czy team patrzyli na te dziewczyny, bo to już w ogóle byłaby beznadzieja. Nigdy nie można patrzeć w ten sposób. Samemu trzeba układać wszystko pod siebie, to co jest najlepsze u mnie i oczywiście pracować na tym, co można poprawić. Zawsze tak było. A jeżeli zmienimy ten balans w kierunku, że patrzymy na innych, by mieć też taki sam serw lub od razu uderzenie kończące, lecz moja baza oparta jest na czymś innym, byłoby to z całkowitą szkodą - wytłumaczył swoją perspektywę Piotr Woźniacki.
Pójście ścieżką, która według niego byłaby mniej zasadna, wiązałoby się bowiem ze stanięciem w obliczu trudnej prawdy, która byłaby pogodzeniem się, że ewentualny efekt przyjdzie w dłuższej perspektywie. A po drodze będą straty.
- Ewentualnie musielibyśmy dać sobie czas i powiedzieć: "dobra, wiem że to nie będzie z miesiąca na miesiąc, bo to nierealne, ale akceptuję wyniki i wszystko, co się dzieje naokoło i nie obchodzi mnie nic". Jednak jest przecież lepsza opcja, czyli dążyć do tego, co było u mnie najlepsze, bo wiem, że tym mogę być na samym szczycie i znów wygrywać Grand Slamy. A więc co muszę zrobić taktycznie, fizycznie i mentalnie, żeby ograć te dziewczyny, które na przykład mają coś, czego ja nie mam - przedstawia opcjonalny plan "B".
Ten jednak najbardziej naturalny kierunek ma liczne przykłady, choćby u mężczyzn. Ot numer 2 rankingu ATP.
- Dlaczego Jannik Sinner jest tam, gdzie doszedł? Bo on patrząc, co ma, doprowadził swój tenis do sytuacji, gdzie mentalnie, fizycznie i technicznie jest w stanie grać na swoim limicie. A przecież wcześniej też różnie uderzał, a teraz wie, kiedy ma wygrać piłkę, jak poruszać się po korcie i kiedy jest moment na ryzyko. Dzisiaj mamy wszelkiej maści programy, pełno statystyk, sztuczną inteligencję, więc wszyscy opierają się na wyliczeniach. Trzeba umieć z tego korzystać i tak filtrować informacje, by optymalnie poprawiać swoje największe atuty - argumentuje.
Najważniejsza konkluzja Woźniackiego jest jednak bardzo pozytywna. I jest potwierdzeniem, że Iga Świątek może bardzo dobrze wyjść na włączeniu do zespołu Roiga, a z nieformalną rolą Nadala w tle.
- Generalnie uważam, że dobór tej akademii i obecność Nadala dużo wpłynie i na pewno pomoże. Oni dobrze wiedzą, że nie należy sobie utrudniać życia, czyli według mnie lepiej wrócić do tego, co najbardziej pomagało zwyciężać. A jeżeli zmiany i wprowadzanie korekt, to nie mogą być naraz i nie powinno ich być za dużo - kończy Woźniacki.
Artur Gac, Interia
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl
