Kiedy tylko rozpoczął się nowy rok i oficjalnie Robert Lewandowski mógł rozpocząć rozmowy z dowolnym klubem na temat ewentualnego kontraktu, kolejka chętnych na zakontraktowanie Polaków mocno się powiększyła.
Kapitan reprezentacji Polski w kolejnych tygodniach łączony był z klubami z Arabii Saudyjskiej, USA, czy Włoch. Najwięcej w kontekście zaintersowania z Półwyspu Apenińskiego mówiło się wywołując AC Milan. Głośno jednak robi się także o Juventusie.
Włoscy dziennikarze nie ukrywają, że pojawienie się Lewandowskiego w Serie A byłoby mocnym wzmocnieniem dla tamtejszej najwyższej klasy rozgrowkowej, a o ewentualny angaż "Lewego" zapytany został także Zbigniew Boniek.
- Jeśli Robert chce spokojnie zakończyć karierę, powiedziałbym mu, żeby dał sobie spokój. Z drugiej strony, jeśli chce spędzić kolejne dwa lata walcząc w każdą niedzielę o zwycięstwo, Juventus byłby dla niego wielkim wyzwaniem i idealnym miejscem. Poza tym zawsze mówiłem Lewandowskiemu, żeby przyjechał do Włoch - stwierdził Boniek w rozmowie z "La Gazzetta dello Sport".
Co jakiś czas żartobliwie się podśmiewałem: "Strzelasz tyle goli, bo nigdy nie grałeś we Włoszech… Żeby być prawdziwym strzelcem, powinieneś robić to samo w Serie A, która nie jest najlepszą ligą, jaką była kiedyś, ale wciąż jest najtrudniejsza. Zwłaszcza dla napastników"
Były prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej, w swoim stylu odniósł się do słów Davida Trezegueta, który stwierdził, że zaniósłby Lewandowskiego do Turynu nawet na rękach. - Nie na rękach, mam teraz 70 lat i nie dałbym rady… Ale chętnie zawiozłbym go samochodem. Zgadzam się z Trezeguetem - wypalił.
Kibice z Włoch najpewniej jednak będą musieli obejść się smakiem. Robert Lewandowski wciąż najchętniej zostałby w Barcelonie wskazując, że świetnie czuje się w klubie, a do tego jego rodzina odnajduje się w Katalonii. Ponadto, po wyborach na prezydenckich, wygranych przez Joana Laportę niemal pewne wydaje się, że Polak otrzyma od klubu ofertę przedłużenia umowy - o ile zgodzi się na sporą obniżkę swojej pensji.
