Wysokie rachunki za prąd to jeden z najważniejszych tematów, który wzbudza emocje wśród polskich gospodarstw domowych i przedsiębiorców. Dlaczego energia elektryczna kosztuje coraz więcej, kto ponosi za to odpowiedzialność i co realnie może wpłynąć na obniżenie cen?
Dlaczego płacimy wysokie rachunki za prąd? Kto odpowiada za drożyznę: rząd Donalda Tuska, PiS-u, spółki energetyczne czy Unia Europejska? A może płacimy krocie za konieczność modernizacji sieci energetycznych?
Gośćmi Debaty w Radiu RMF24 byli: Wanda Buk, doradczyni prezydenta Karola Nawrockiego i była wiceprezes Polskiej Grupy Energetycznej, Konrad Wojnarowski, wiceminister energii, PSL, Rafał Komarewicz, wiceprzewodniczący sejmowej Komisji do Spraw Energii, Klimatu i Aktywów Państwowych oraz poseł Klubu Centrum oraz Bartłomiej Derski, ekspert ds. energii portalu Wysokie Napięcie.
Tomasz Terlikowski pytał, dlaczego ceny energii stoją w miejscu, a rachunki za prąd rosną.
Zdaniem Wandy Buk, doradczyni prezydenta Karola Nawrockiego i byłej wiceprezes Polskiej Grupy Energetycznej, przyczyn jest bardzo wiele.
Jedną z nich jest transformacja energetyczna i konieczność rozbudowy sieci przesyłowych i sieci dystrybucyjnych. To wszystko przecież są inwestycje, które finansujemy my z naszych rachunków i z naszych pieniędzy. Ponad połowa rachunku czy prawie połowa rachunku za prąd to właśnie opłata za dystrybucję. Rosną też systemy wsparcia, systemy wsparcia i dla OZE, i dla rynku mocy, więc nie tylko dla energetyki odnawialnej, ale też dla energetyki konwencjonalnej, która zapewnia ten tak zwany backup jak nie świeci i nie wieje. Nie jesteśmy w ogóle w tym odosobnieni, żeby było jasne, to jest takie naturalne zjawisko we wszystkich krajach Unii Europejskiej - mówiła.
Czy spora część opłaty, którą ponosimy, to jest opłata za system energetyczny?
Nie tyle moim zdaniem za system, co za bezpieczeństwo - odpowiedział Konrad Wojnarowski, wiceminister energii, Polskie Stronnictwo Ludowe - Co do rachunku, oczywiście część to jest zużycie, część to jest kilka opłat, w tym ta dotycząca (...) opłat związanych z zabezpieczeniem energetycznym Polaków w postaci nie tylko transformacji, w trakcie której jesteśmy, ale także chociażby sieci wspomnianych energetycznych czy elektroenergetycznych.
Zdaniem Wojnarowskiego nie możemy sobie pozwolić na przypadek hiszpański. Zgodnie z obliczeniami ekspertów, jeden dzień blackoutu kosztowałby polską gospodarkę 40 miliardów złotych, a to jest potężna część budżetu państwa. Więc to jest system dość skomplikowany, ale myślę, że bezpieczeństwo po pierwsze nie ma ceny z jednej strony, a po drugie, my robimy jednak wszystko, żeby mitygować te zagrożenia - oświadczył.
Tomasz Terlikowski pytał, ile jest opłat w naszych rachunkach i kto odpowiada za to, że płacimy wysokie rachunki za prąd.
To jest tak opłata za energię, opłata sieciowa, zmienna sieciowa stała, abonamentowa, przejściowa opłata OZE, kogeneracyjna, mocowa. Więc tyle jest opłat do rachunku. I to niestety są pozostałości wszystkich rządów poprzednich, ponieważ nikt nie przejmował się tym, aby inwestować w sieci energetyczne czy elektroenergetyczne, tylko po prostu pieniądze, które dostawaliśmy w ramach na przykład opłaty ETS, zostały przejadane i w tym momencie, żeby zabezpieczyć bezpieczeństwo Polaków, te opłaty po prostu muszą być. Jeżeli te opłaty teraz przestaną funkcjonować, to wtedy ten system się po prostu zawali. Więc to nie jest kwestia, że kogoś my powinniśmy za to winić. Musimy patrzeć w lustro i powiedzieć, no niestety, to nie był priorytet dla wielu rządów. Priorytety były inne i pieniądze, które mogliśmy wydać na to bezpieczeństwo energetyczne, wydaliśmy na coś innego - tłumaczył Rafał Komarewicz, wiceprzewodniczący sejmowej Komisji do Spraw Energii, Klimatu i Aktywów Państwowych oraz poseł Klubu Centrum.
Jego zdaniem z niektórych opłat można by zejść.
Na przykład opłata przejściowa chyba jest, nie wiem, od dwudziestu lat i już powinna zostać zlikwidowana. Oczywiście w momencie, kiedy mamy trudną sytuację na rynku energetycznym, też powinniśmy zastanowić się, czy nie zejść z innych opłat. Na przykład opłaty, dystrybucyjnej, czy na przykład opłaty kogeneracyjnej - powiedział.
Zdaniem Wandy Buk Komisja Europejska nigdy nie zakwestionowała sprawozdań z wydawania przez Polskę środków z ETS.
A poza tym, jak możemy mówić, że nie inwestowaliśmy w bezpieczeństwo energetyczne w sytuacji, kiedy zbudowaliśmy Baltic Pipe, kiedy zbudowaliśmy terminal LNG, kiedy wszyscy nasi zachodni sąsiedzi śmiali się z nas, że przecież moglibyśmy mieć tani gaz z Federacji Rosyjskiej. No to nie były inwestycje w bezpieczeństwo energetyczne? - pytała.
Za przeciętną pensję jesteśmy w stanie kupić dwa razy więcej prądu
Jeżeli spojrzymy sobie na to, ile za ten prąd płaciliśmy na przykład 20 lat temu, ile płacimy dziś, to dziś za przeciętną pensję jesteśmy w stanie kupić dwa razy więcej prądu. Więc owszem, jego wartość nominalna rośnie. Czyli kiedyś to było pięćdziesiąt groszy, teraz jest złotówka za kilowatogodzinę, ale nasze pensje i minimalna, i średnia wzrosły z więcej niż dwa razy - mówił Bartłomiej Derski, ekspert ds. energii portalu Wysokie Napięcie.
Dlaczego jest mimo wszystko nominalnie drożej z roku na rok?
Pamiętajmy, że my odziedziczyliśmy system elektroenergetyczny zbudowany jeszcze za Gomułki i zbudowany za Gierka. Później mieliśmy dwadzieścia lat spokoju, ponieważ PRL-owska niewydolna gospodarka, przemysł ciężki po prostu nam padł albo się zamienił na dużo bardziej efektywny, więc mieliśmy nadwyżki mocy. Nie inwestowaliśmy przez dwadzieścia, trzydzieści lat, bo mieliśmy nadwyżki energii elektrycznej. I teraz przychodzi ten moment, kiedy trzeba wymienić ten park maszynowy, bo te elektrownie były projektowane na trzydzieści lat, a dzięki Bogu działają już pięćdziesiąt lat. Ale niestety to jest ich kres. Więc dlatego musimy inwestować w ogóle w nowe źródła, jakiekolwiek, czy to będzie gaz, węgiel, czy to będą źródła odnawialne. I tak przyszedł czas na to, żeby wydać te pieniądze ponownie - mówił Derski.
Wanda Buk uważa, że pomysłów na ograniczenie opłat jest dużo.
Jednym z najbardziej w ogóle naglących i w mojej ocenie racjonalnych jest kwestia właśnie opłat dystrybucyjnych de facto. (...) Mamy absolutnie tutaj przestrzeń do tego, żeby ją, żeby ją obniżyć. Dlaczego? (...) Mamy pięć spółek dystrybucyjnych. Każda z tych spółek jest naturalnym monopolistą na swoim terenie, czyli generalnie z nikim nie konkuruje i finansuje swoją działalność z taryfy. Właśnie z tej części rachunku, o której mówiliśmy na początku. Prawie połowa rachunku dzisiaj to jest opłata dystrybucyjna. I teraz co się okazuje? Okazuje się, że polskie spółki - w sensie działające w Polsce, bo nie wszystkie są polskie, bo mamy też E.ON w Warszawie - spółki funkcjonujące w Polsce, dystrybucyjne mają najwyższy w całej Unii Europejskiej zwrot zainwestowanego kapitału, niektóre nawet po trzynaście procent. Czyli ci, którzy funkcjonują w warunkach zerowego ryzyka, zerowej konkurencji - regulator, czyli Urząd Regulacji Energetyki, zgadza się na to, żeby notowały tak wysokie zwroty zainwestowanego kapitału. Ostatnio Stowarzyszenie Regulatorów Europejskich policzyło to. Okazało się, że właśnie w Polsce te zwroty z zainwestowanego kapitału są najwyższe, czyli te marże, to łupienie Polaków jest właśnie najwyższe. Wczoraj Tauron czy przedwczoraj pokazywał swoje wyniki. Dwie trzecie EBITDA Tauronu to jest właśnie dystrybucja. Dlaczego nie obniżymy tych marż? To jest w projekcie prezydenta. (...) Ja się pytam, dlaczego pozwalamy spółkom dystrybucyjnym łupić Polaków? - pytała na koniec retorycznie.
Jeśli nie chcesz, aby umknęła Ci jakakolwiek Rozmowa w RMF, .
Zobacz również:
Słuchajcie online już teraz!
Radio RMF24 na bieżąco informuje o wszystkich najważniejszych wydarzeniach w Polsce, Europie i na świecie.
